To prawda. Wywalczył sobie dom niczym mały lew!
Przyszedł do mnie do pracy - koledzy opowiadali, że wynosili go z budynku, poza teren szpitala kilka razy - a on ciągle wracał. I to pod moje drzwi
Wiedział kto ma miękkie serce i da się skruszyć.
kotku pisze:To prawda. Wywalczył sobie dom niczym mały lew!
Przyszedł do mnie do pracy - koledzy opowiadali, że wynosili go z budynku, poza teren szpitala kilka razy - a on ciągle wracał. I to pod moje drzwi
Wiedział kto ma miękkie serce i da się skruszyć.
do mojej mamy tak przypałętał się piesek. suczka właściwie. na działkę. odwieźli ją do dzielnicy,z której podobno pochodziła,a ona przebiegła pół miasta i z powrotem na działkę.
potem okazało się, że jest w ciąży i teraz niedawno urodziła małego pieska...
z moją mamą śpi pod kołdrą, jeździ samochodem <strach>
Oj, mialam kiedys takiego, Zenek mial na imie i wyrósl na ogromnego pieknego kocura. Poszukam w wolnej chwili zdjecia, zeskanuje (bo to byly czasy kliszy ) i pokaze Zenona. Urwis byl co niemiara, obróbka jakiegokolwiek mieska w kuchnia musiala odbywac sie przy zamknietach drzwiach, bo zachowywal sie jak tygrys na polowaniu. Pewnej wiosny zawieruszyl sie gdzies biedaczysko i nie wrócil
Glaski dla Toska i aby nic zlego go nie spotkalo.
Ooo smutna historia z Zenkiem Ale wierzę, że dobrze mu było u Ciebie i na pewno był dopieszczonym tygrysim pyszczkiem.
Mam nadzieję, że podobnie jak Zenon, Antoni wyrośnie na dużego dorodnego kocura.
Staram się go pilnować jak oka w głowie,.
No to nie zwlekaj Chwal się swoją pociechą. Co do oddania Tośka nie byłabym taka pewna.. gdyby miał do wyboru puszkę z kurczakiem i mnie - chyba raczej wybrałby drób. Ale i tak go uwielbiam!