Długo nie mogłam się zdecydować na comming-out. W końcu moje maleństwo nie jest dorodnym, rasowym księciem, lecz prostym urwisem ze Śląska.
Na imię ma Tosiek, miesiąc temu przyszedł pod moje drzwi i tak długo płakał, aż mimo wielu oporów i przeciwności losu (alergia, życie w rozjazdach, etc) postanowiłam go przygarnąć.
Przez pierwszych kilka dni był po prostu aniołem. Ale teraz już wiem, że to była tylko wersja 'demo'
Z pewnością jeszcze nie raz będę korzystać z Waszych rad, mądrości i doświadczenia.
Pozdrawiamy ciepło, ja z fotela a Tosiek.. z umywalki, schodów, szafki, telewizora i kanapy jednocześnie