Lucek to ogromna przylepa, koto-pies, bardzo inteligentna bestia, która uwielbia wszystko gryźć i nie wie do czego służą pazury
Został przez nas odłowiony ze wsi, po tym jak sąsiadka teściowej nam go pokazała i oznajmiła, że to jej kotki syn. Nikt go nie karmił, nie miał domu ani opieki weterynaryjnej. W wieku 4 miesięcy trafił do nas całkiem dziki, z toną pcheł, bardzo zaawansowanym kocim katarem i 1,5 kg niedowagi i z robalami takimi, że nimi wymiotował,a one nadal żyły <strach>, a wszyscy na wiosce gadali jaki to miły i spokojny mały kotek
Po paru miesiącach leczenia doszedł do siebie i okazało się, że jest okropnie otwartym do ludzi rozrabiakom. Tak mu się w ciepłym mieszkaniu spodobało, że jak chciałam go w szelkach wyprowadzać czasem na małe spacery to od razu uciekał do domu. Nawet jak się otworzy okno to jemu jest zimno i zaraz się chowa pod koc taki francuski kotek się z niego zrobił
Teraz jest zdrowym, wykastrowanym kotem niewychodzącym i chyba mu z tym dobrze.
Jak był mały




Teraz ( w czerwcu skończy 2 lata, waży 5.5 kg)

