U nas spokojnie. Większość czasu spędzamy w domu, czasem jedziemy na działkę gdzie Fryderyk stanął ostatnio oko w oko z wychodzącym kotem sąsiadów. Co prawda, przez okienną szybę, ale jednak. Jeden na parapecie wewnętrznym, drugi zewnętrznym i jakie było moje zaskoczenie gdy Freduś zaczął miauczeć i ucierać się łepkiem o szybę. Nigdy tak nie reagował na koty, zawsze kończyło się mocnym PHHHHH i marszczeniem nosa. W każdym razie moje zaskoczenie nie trwało długo, bo na drugi dzień czesałam Fryderyczka na tarasie gdy widzę że kot sąsiadów znów biegnie, niewiele myśląc biorę Freducha na ręce by zanieść do domu, tyle że tamten już był na schodach. Tym razem reakcja mojego kota była błyskawiczna. Głośne syknięcie jednak nie zrobiło na koledze wrażenia <lol>
Mnie to bardziej krakanie wrony przypomina
W każdym razie brakuje mi tego zimą gdy much raczej nie ma, ptaki za oknem nie takie aktywne, tylko czasem znajdzie się taki substytut pod postacią pajączka zimującego pod szafą <mrgreen>