A filmik to faktycznie krótki
Borgia, Arabica, Fado, Gatta, Negra, Raya, Ori, Perla, Vesper, Django, Ina, Bunia, Queenie, Junior i Kokido
- Sonia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 16876
- Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
- Płeć: K
- Skąd: Orzesze
Re: Wątek dla "Starych"
Piękny misiu
A filmik to faktycznie krótki
Włączyłam, wyciągam sobie kromeczkę na śniadanie i zanim spojrzałam już było po filmie 
A filmik to faktycznie krótki
- yamaha
- Genius Loci
- Posty: 23442
- Rejestracja: 01 maja 2012, 14:02
- Płeć: F
- Skąd: France
- Justi_x
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 254
- Rejestracja: 25 sty 2016, 14:30
- Płeć: kobieta
- Skąd: Warszawa
Re: Wątek dla "Starych"
Noo.. Tej bieli ma za dużo, Yam, masz rację 
Ale, teraz możemy już podziwiać kolejny "niedoskonały" miot Buni. Tam też dużo bieli
A Bunia dzielnie na 500+ pracuje. Szóstki się doliczyłam ale nie wiem, czy kawałek rudego pod jej łapką to nie siódme bo Bunia ruda nie jest. Gratulacje!!!
Ale, teraz możemy już podziwiać kolejny "niedoskonały" miot Buni. Tam też dużo bieli
A Bunia dzielnie na 500+ pracuje. Szóstki się doliczyłam ale nie wiem, czy kawałek rudego pod jej łapką to nie siódme bo Bunia ruda nie jest. Gratulacje!!!
- Dorszka
- Administrator
- Posty: 6057
- Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Wrocław
- Kontakt:
- Justi_x
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 254
- Rejestracja: 25 sty 2016, 14:30
- Płeć: kobieta
- Skąd: Warszawa
Re: Wątek dla "Starych"
Faktycznie! Doliczyłam się.
Dwa czarne...
Ech...
Dwa czarne...
Ech...
- Dorszka
- Administrator
- Posty: 6057
- Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Wrocław
- Kontakt:
Re: Wątek dla "Starych"
Dziś będzie długo, nie wiem, czy dacie radę doczytać do końca, gdybyście uznali za zbyt nużące, to przewińcie chociaż do ostatniego akapitu. Zastanawiałam się czy napisać tutaj czy w dziale o zębach, ale doszłam do wniosku że w dziale o zębach podam już konkretne namiary z konkretnymi zaleceniami. W końcu jak ktoś szuka namiarów na lekarza to nie musi być zainteresowany czytaniem czyichś wynurzeń
Zęby są u mnie regularnie „na tapecie”, bo zawsze przy kontrolnych badaniach krwi co 1,5 roku są oglądane, czyszczone maksymalnie „co drugi raz”. U Gatty i Perli w zasadzie za każdym razem, bo one mają tendencje do zaczerwienionych dziąseł, nie mówię tu o niewinnej płaskiej kreseczce, ale o żywo czerwonej kresce o wypukłym kształcie. Cienkiej, ale jednak obecnej i powracającej. W związku z tym te dwie dziewczyny są częściej sprawdzane, i zęby robione były zawsze niejako „przy okazji” gdy tylko było jakieś znieczulenie, na przykład w przypadku cesarki. Gatta miała ostatnie czyszczenie zębów w październiku 2018, przy swoim ostatnim po porodzie – była to cesarka z kastracją, więc jak zwykle wykorzystałam fakt znieczulenia. Perla miała swój ostatni miot w sierpniu 2017, poród był przez cesarskie cięcie, i wtedy też miała wyczyszczone zęby.
Niepokoiło mnie że Gatta nie odżyła po kastracji. Odchowała kociaki, wszystko w zasadzie było w porządku (w październiku też miała pobraną krew, też wykorzystałam do tego znieczulenie), w zasadzie okaz zdrowia, a jednak… Cały czas miałam poczucie, że ma jakiś dyskomfort, najpierw uznałam że to sprawa hormonów, odkarmianie kociąt, potem też organizm trochę inaczej jednak funkcjonuje jak już nie ma zwykłego cyklu rujowego, uznałam, że musi się przestawić na nowe tory. Od porodu do dziś raptem 9 miesięcy, z czego pierwsze 3 to karmienie, potem dwa na odbudowanie. Nie miała jednak takiej dawnej "radosnej" miny. Oczywiście kierowałam się stale ku paszczy, myślałam też o aparacie ruchowym, bo to wiek w którym mają prawo pojawić się różne zmiany zwyrodnieniowe. Na to jednak Gatta poruszała się zbyt sprawnie, może nie tak często jak dawniej, ale sprawnie i szybko, korzysta z parku linowego, wspina się i skacze. Apetyt w zasadzie normalny, nie zauważyłam, żeby rzadziej podchodziła do misek. Może z większym namaszczeniem jadła, i to znów kierowało moje podejrzenia do paszczy, ale po kolejnym zajrzeniu w zęby weterynarz nie widziała nic niepokojącego.
Perla martwiła mnie jeszcze bardziej, ona od pewnego czasu przesiadywała z miną kota cierpiącego. Apetyt jak zawsze, ruchliwość jak zawsze, przytulność jak zawsze, ale ten ściągnięty pyszczek nie dawał mi spokoju. W grudniu poszłam więc na kontrolę, smęcąc oczywiście mojej wet o paszczy, chociaż od ostatniej sanacji minęło zaledwie 15 miesięcy. Znów zaognione dziąsła, zęby zostały oczyszczone, chociaż w zasadzie nie było na nich jakiegoś kamienia, ale doczyściła pani doktor, i podałyśmy antybiotyki w dwutygodniowej chyba serii. Jakaś poprawa, w wyglądzie dziąseł kolosalna poprawa, w moim odczuciu gdy patrzyłam na Perełkę – niewielka. Zaciągnęłam ją więc w następnej kolejności na echo, pobrałyśmy też oczywiście krew, potem zaciągnęłam ją na USG wszystkich narządów bo pomyślałam, że może w macicy coś się podziało. Kot zdrowy jak ryba, apetyt jak to u Perełki zawsze na miejscu. Mruczanki, wystawianie brzuszka i paszek do głaskania też jak zawsze. I tylko ten pyszczek jak u kota cierpiącego, ale nawet nie ma komu powiedzieć, bo każdy patrzy na mnie jak na kosmitkę, że co niby mam na myśli. Lekarze znaczy się patrzą.
W ostatni weekend marca miałam wykład w Krakowie, o kotach oczywiście, i po mnie miała bardzo ciekawy wykład pewna pani stomatolog, jak się okazało, z Wrocławia. Młoda kobieta, ale bardzo rzeczowa, mówiła bez egzaltacji, ale też nie jak suchy naukowiec, bardzo dużą część swojego wykładu poświęciła schorzeniu które określa się jako resorpcję zębów. Nie pamiętam o jakim granicznym wieku mówiła, że jest to schorzenie dotykające ok. 40% kotów, a powyżej tego wieku ten procent gwałtownie rośnie. Resorpcja korzenia i miazgi zęba jest procesem bolesnym, jeśli rozwija się od wewnątrz na zębie nic nie widać. Gdy po pewnym czasie miazga obumrze ząb albo wypadnie, albo zanim wypadnie zmienia się jego kolor i wtedy nawet nasz „codzienny” lekarz potrafi zauważyć, że coś się dzieje. Zanim jednak do tego dojdzie, trwa bardzo bolesny proces! Pani doktor uczulała na rzeczy których normalnie nie wiążemy z uzębieniem, na przykład nawracające stany zapalne oczu czy nosa.
Wróciłam do domu i zaczęłam drążyć. Znów poszłam do mojej wet, i zaczęłam truć o tej resorpcji, że na pewno Perełka to ma, ale usłyszałam to co zwykle od wszystkich lekarzy – że to niemożliwe, bo to boli i kot wtedy nie je. Pani Marta (stomatolog z wykładu) uczulała, żeby temu objawowi nie ufać, i to się zgadza z tym co ja zawsze mówię ludziom w trakcie konsultacji – życie polega na tym, że trzeba jeść, i dopóki dajemy radę, to jemy. Może trochę wolniej, ale jemy. My ludzie sobie ponarzekamy, poużalamy się – rany, jaką mam aftę; co za koszmar, nie mogę gryźć lewą stroną – czy przestajemy jeść? NIE! Dla mnie to logiczne.
Kwiecień i maj to koniec roku, matury, wet uspokaja że zęby w porządku, że wyniki w porządku, zadzwoniłam więc do pani Marty i umówiłam się na czerwiec. Nie było łatwo, bo kolejki dość długie. Niestety termin czerwcowy musiałam przesunąć z powodu Buni, umówiłam się na 15 lipca. Postanowiłam pójść na całość, martwiło mnie, że Gatta nie jest taką „radosną kastratką”, i jakoś nie przekonywało mnie że wiek, że 10 lat, itp. itd. Rozszerzyłam wizytę dla obu.
W pierwszym tygodniu lipca ku swojemu przerażeniu odkryłam, że Perla nie ma dwóch dolnych kłów! Ostatnia przeglądowa wizyta była na początku czerwca, wtedy zęby były wszystkie, to wtedy właśnie dyskutowałyśmy z moją wet o tej nieszczęsnej resorpcji. Pobiegłam do mojej wet, bez kota, bo przecież była już umówiona wizyta i mówię że chyba jednak coś się dzieje. Ale usłyszałam że tak się zdarza, że Perla ma już 7 lat i miało prawo coś takiego się stać. Ja na to, że mam 13 letniego kota, i on ma wszystkie zęby, Clara do śmierci czyli przez ponad 14 lat miała wszystkie zęby, i jak dla mnie to nie ma prawa, chyba że coś się dzieje. No nic, nie przekonałyśmy się nawzajem, ja do tego że to jest niepokojące i że to jednak ta resorpcja, a moja lekarz do tego że to nic nadzwyczajnego. Cały czas powtarzała (zgodnie z prawdą), że resorpcja to proces bolesny, i ja się z nią zgadzałam i właśnie tłumaczyłam, że według mnie Perlę coś boli. I tu się z lekarzami mijam, nie tylko ze swoją, dla nich ekspresja pyszczka to jakaś abstrakcja.
Nadszedł 15, zapakowałam koty. Najpierw na stole wylądowała Perla, rozmruczana jak to ona zawsze w stresie, pani Marta pyta o wszystko, ja mówię swoje, i po raz pierwszy osoba która mnie słuchała nie pokiwała znacząco głową na moją mantrę, że dla mnie Perla wygląda jak kot z bólem. Powiedziałam o braku kłów, dziąsła wyglądały naprawdę nieźle, bo przecież niedawno były leczone. Pani zajrzała do paszczy, i mówi że u Perełki obstawia niestety nieciekawe procesy w górnych kłach, że te dolne wypadły najprawdopodobniej w wyniku resorpcji (!!!!!), musi sprawdzić czy jest czysto, i generalnie wszystko wyjdzie na zdjęciu, mam się nie martwić, będzie dobrze. Perełka dostała głupiego jasia, i wystawiłyśmy na stół Gattę. I tak naprawdę Gatta jest w tej historii najważniejsza!
Pani obejrzała zębiska Gatty, powiedziała że w sumie nie bardzo ma się do czego przyczepić. Gatcie brakowało jednego zęba, takiego poza zasięgiem mojego wzroku. Poza tym wszystko było w porządku. Powiedziałam jednak, że jeśli pani doktor nie widzi przeciwwskazań, to skoro już jesteśmy, chciałabym i jej zrobić prześwietlenie, bo nie jest jednak taka radosna jak dawniej. Je, biega, przybiega na mizianki, ale jest mniej cierpliwa dla kociąt. Słuchajcie, jaka to jest przyjemność i ulga móc powiedzieć coś takiego i nie spotkać się ze spojrzeniem „Boże, ludzie to mają jednak w głowach nie po kolei...”, że ktoś uwierzy że taka rzecz może być objawem dyskomfortu. Pani Marta że tak, uważa że to dobra myśl, miała na względzie koszty więc tak nie proponowała widząc Gatty zęby i dziąsła, ja na to że na pewno nie ucieknę bez zapłacenia rachunku, pośmiałyśmy się i zostawiłam obie dziewczynki.
Po powrocie przyznam Wam się, że się popłakałam. Dziewczynki zaopiekowane, bilans straszny. Perełka straciła oba górne kły i jednego albo dwa łamacze, przepraszam że nie pamiętam. Jest gdzieś w papierach. Pani Marta odpaliła komputer, pokazała mi zdjęcia zębów, omówiła wszystko dokładnie, wytłumaczyła które zęby są zdrowe a które postanowiła usunąć i dlaczego. Zdjęć dwa komplety, bo po zabiegu zrobiła drugie żeby mieć pewność, że nie zostało w kościach nic, co mogłoby być źródłem bólu. Zapewniła mnie, że jak już się zagoi to nic Perełki boleć nie będzie, kazała za rok zgłosić się do kontroli, bo u takich kotów historia lubi się powtórzyć. Ale też powiedziała że kły i łamacze to właśnie takie typowe zęby w tym schorzeniu, a tych Perla już nie ma, więc dla niej może to już być koniec tej „przygody”.
Zaskoczyła ją natomiast Gatta. Naprawdę była zadowolona z jej uzębienia przy zewnętrznych oględzinach. Po zrobieniu zdjęcia okazało się, że Gatta ma zresorbowaną miazgę kłów, nie ma już śladu po korzeniach (!!!!), korony jeszcze się trzymały zewnętrznymi krawędziami, zostały „amputowane” jak to pani doktor określiła, czyli nie było potrzeby „wydłubywania” zębów, bo nie było co wydłubywać… Tak więc Gatta straciła korony wszystkich czterech kłów i jednego łamacza, symetrycznie do tego którego już nie miała.
Teraz dziewczynki dochodzą do siebie, już dziś jest znacznie lepiej, jedzą ładnie, ze względu na nie chwilowo wróciłam do mielenia mięsa To tak chwilowo, żeby wygoiły się wszystkie rany, szczególnie u Perli bo ona ma sporo szwów. Dla mnie kolejna bezcenna lekcja, nie dać sobie wmówić niczego i iść za głosem rozsądku. Zawsze przy czyszczeniu zębów jedna strona u Gatty była bardziej „zawalona” kamieniem – i teraz wszystko złożyło się w całość, to była ta strona nieużywana, nie była używana bo bolała… Gatta nigdy nie przestała jeść, nie straciła apetytu, nie byłam w stanie zauważyć że omija jedną stronę paszczy – powinno było mnie zastanowić nierównomierne odkładanie się kamienia, i na pewno już takiej wskazówki nie przeoczę. Co więcej, u Gatty nie obserwowałam zbolałego pyszczka, tylko niekiedy, ale to wiązałam na przykład z przejedzeniem, bo Gatta kocha wątrobę wołową i generalnie wołowinę w każdej postaci, jeśli jej nie zabiorę od miski to je dopóki nie pęka. Drugim objawem, który od tej pory będzie dla mnie lampką alarmową było od czasu do czasu „zacieranie” oczka, właśnie po tej stronie gdzie nie było łamacza – ja myślałam, że Gatcie co jakiś czas wyrasta krzywo któraś rzęsa i ona sobie to oczko zaciera, a ona robiła to z bólu, bo ten ząb zresorbował i wypadł w jakimś momencie przecież...
Dla tych, którzy dobrnęli do końca – wpiszcie sobie w grafik, że jak kot skończy 5 lat, to jest to taki wiek, kiedy czyszczenie zębów należy mu się jak psu zupa. Jeśli kot wymagał pierwszego czyszczenia prędzej, jako trzylatek na przykład – zapalają Wam się lampki ostrzegawcze. Czyli takiemu pięciolatkowi zamiast robić to metodą tradycyjną, jeśli tylko macie możliwość, umówcie się u stomatologa który najpierw zrobi zdjęcie uzębienia i oceni stan korzeni zębów. Nie dajcie się zwieść, że wszystko wygląda dobrze! Nie dajcie się zwieść argumentowi, że kot JE! Kot przestanie jeść dopiero wtedy, gdy ból będzie nie do pokonania. Kot do tradycyjnej sanacji i tak musi zostać znieczulony - wykorzystajcie to i zróbcie od razu RTG, lekarz będzie wtedy mógł za jednym zamachem nie tylko usunąć kamień, ale też naprawić ewentualne szkody na poziomie korzeni. Liczcie w tej kwestii tylko na siebie - czy ktokolwiek z Was usłyszał, że tym razem może proszę zrobić sanację w gabinecie gdzie mają RTG? Usłyszeliście? Bo ja nigdy. Jestem rozżalona, że dopóki kot nie jest jakiś umierający, nikt nie proponuje nam porządnej diagnostyki. Możemy tej propozycji nie przyjąć, możemy nie mieć możliwości, możemy nie mieć pieniędzy, możemy nie mieć w zasięgu odpowiedniego lekarza. Ale mamy przynajmniej szansę na zorganizowanie się.
Ja w każdym razie taki grafik sobie przyjęłam. To znaczy, że teraz wydam dużo pieniędzy
Ale uśmiechnięte pyszczki są tego warte, zresztą zostawione 1 200 zł za tak dokładną diagnostykę i opiekę chirurgiczną w odniesieniu do dwóch kotów to nie jest jakaś porażająca kwota. Ale przejrzane zostaną w tej chwili kolejno wszystkie moje koty powyżej 5 roku życia, czyli w zasadzie w ogóle wszystkie, tylko 3 nie łapią się w te widełki 
Zęby są u mnie regularnie „na tapecie”, bo zawsze przy kontrolnych badaniach krwi co 1,5 roku są oglądane, czyszczone maksymalnie „co drugi raz”. U Gatty i Perli w zasadzie za każdym razem, bo one mają tendencje do zaczerwienionych dziąseł, nie mówię tu o niewinnej płaskiej kreseczce, ale o żywo czerwonej kresce o wypukłym kształcie. Cienkiej, ale jednak obecnej i powracającej. W związku z tym te dwie dziewczyny są częściej sprawdzane, i zęby robione były zawsze niejako „przy okazji” gdy tylko było jakieś znieczulenie, na przykład w przypadku cesarki. Gatta miała ostatnie czyszczenie zębów w październiku 2018, przy swoim ostatnim po porodzie – była to cesarka z kastracją, więc jak zwykle wykorzystałam fakt znieczulenia. Perla miała swój ostatni miot w sierpniu 2017, poród był przez cesarskie cięcie, i wtedy też miała wyczyszczone zęby.
Niepokoiło mnie że Gatta nie odżyła po kastracji. Odchowała kociaki, wszystko w zasadzie było w porządku (w październiku też miała pobraną krew, też wykorzystałam do tego znieczulenie), w zasadzie okaz zdrowia, a jednak… Cały czas miałam poczucie, że ma jakiś dyskomfort, najpierw uznałam że to sprawa hormonów, odkarmianie kociąt, potem też organizm trochę inaczej jednak funkcjonuje jak już nie ma zwykłego cyklu rujowego, uznałam, że musi się przestawić na nowe tory. Od porodu do dziś raptem 9 miesięcy, z czego pierwsze 3 to karmienie, potem dwa na odbudowanie. Nie miała jednak takiej dawnej "radosnej" miny. Oczywiście kierowałam się stale ku paszczy, myślałam też o aparacie ruchowym, bo to wiek w którym mają prawo pojawić się różne zmiany zwyrodnieniowe. Na to jednak Gatta poruszała się zbyt sprawnie, może nie tak często jak dawniej, ale sprawnie i szybko, korzysta z parku linowego, wspina się i skacze. Apetyt w zasadzie normalny, nie zauważyłam, żeby rzadziej podchodziła do misek. Może z większym namaszczeniem jadła, i to znów kierowało moje podejrzenia do paszczy, ale po kolejnym zajrzeniu w zęby weterynarz nie widziała nic niepokojącego.
Perla martwiła mnie jeszcze bardziej, ona od pewnego czasu przesiadywała z miną kota cierpiącego. Apetyt jak zawsze, ruchliwość jak zawsze, przytulność jak zawsze, ale ten ściągnięty pyszczek nie dawał mi spokoju. W grudniu poszłam więc na kontrolę, smęcąc oczywiście mojej wet o paszczy, chociaż od ostatniej sanacji minęło zaledwie 15 miesięcy. Znów zaognione dziąsła, zęby zostały oczyszczone, chociaż w zasadzie nie było na nich jakiegoś kamienia, ale doczyściła pani doktor, i podałyśmy antybiotyki w dwutygodniowej chyba serii. Jakaś poprawa, w wyglądzie dziąseł kolosalna poprawa, w moim odczuciu gdy patrzyłam na Perełkę – niewielka. Zaciągnęłam ją więc w następnej kolejności na echo, pobrałyśmy też oczywiście krew, potem zaciągnęłam ją na USG wszystkich narządów bo pomyślałam, że może w macicy coś się podziało. Kot zdrowy jak ryba, apetyt jak to u Perełki zawsze na miejscu. Mruczanki, wystawianie brzuszka i paszek do głaskania też jak zawsze. I tylko ten pyszczek jak u kota cierpiącego, ale nawet nie ma komu powiedzieć, bo każdy patrzy na mnie jak na kosmitkę, że co niby mam na myśli. Lekarze znaczy się patrzą.
W ostatni weekend marca miałam wykład w Krakowie, o kotach oczywiście, i po mnie miała bardzo ciekawy wykład pewna pani stomatolog, jak się okazało, z Wrocławia. Młoda kobieta, ale bardzo rzeczowa, mówiła bez egzaltacji, ale też nie jak suchy naukowiec, bardzo dużą część swojego wykładu poświęciła schorzeniu które określa się jako resorpcję zębów. Nie pamiętam o jakim granicznym wieku mówiła, że jest to schorzenie dotykające ok. 40% kotów, a powyżej tego wieku ten procent gwałtownie rośnie. Resorpcja korzenia i miazgi zęba jest procesem bolesnym, jeśli rozwija się od wewnątrz na zębie nic nie widać. Gdy po pewnym czasie miazga obumrze ząb albo wypadnie, albo zanim wypadnie zmienia się jego kolor i wtedy nawet nasz „codzienny” lekarz potrafi zauważyć, że coś się dzieje. Zanim jednak do tego dojdzie, trwa bardzo bolesny proces! Pani doktor uczulała na rzeczy których normalnie nie wiążemy z uzębieniem, na przykład nawracające stany zapalne oczu czy nosa.
Wróciłam do domu i zaczęłam drążyć. Znów poszłam do mojej wet, i zaczęłam truć o tej resorpcji, że na pewno Perełka to ma, ale usłyszałam to co zwykle od wszystkich lekarzy – że to niemożliwe, bo to boli i kot wtedy nie je. Pani Marta (stomatolog z wykładu) uczulała, żeby temu objawowi nie ufać, i to się zgadza z tym co ja zawsze mówię ludziom w trakcie konsultacji – życie polega na tym, że trzeba jeść, i dopóki dajemy radę, to jemy. Może trochę wolniej, ale jemy. My ludzie sobie ponarzekamy, poużalamy się – rany, jaką mam aftę; co za koszmar, nie mogę gryźć lewą stroną – czy przestajemy jeść? NIE! Dla mnie to logiczne.
Kwiecień i maj to koniec roku, matury, wet uspokaja że zęby w porządku, że wyniki w porządku, zadzwoniłam więc do pani Marty i umówiłam się na czerwiec. Nie było łatwo, bo kolejki dość długie. Niestety termin czerwcowy musiałam przesunąć z powodu Buni, umówiłam się na 15 lipca. Postanowiłam pójść na całość, martwiło mnie, że Gatta nie jest taką „radosną kastratką”, i jakoś nie przekonywało mnie że wiek, że 10 lat, itp. itd. Rozszerzyłam wizytę dla obu.
W pierwszym tygodniu lipca ku swojemu przerażeniu odkryłam, że Perla nie ma dwóch dolnych kłów! Ostatnia przeglądowa wizyta była na początku czerwca, wtedy zęby były wszystkie, to wtedy właśnie dyskutowałyśmy z moją wet o tej nieszczęsnej resorpcji. Pobiegłam do mojej wet, bez kota, bo przecież była już umówiona wizyta i mówię że chyba jednak coś się dzieje. Ale usłyszałam że tak się zdarza, że Perla ma już 7 lat i miało prawo coś takiego się stać. Ja na to, że mam 13 letniego kota, i on ma wszystkie zęby, Clara do śmierci czyli przez ponad 14 lat miała wszystkie zęby, i jak dla mnie to nie ma prawa, chyba że coś się dzieje. No nic, nie przekonałyśmy się nawzajem, ja do tego że to jest niepokojące i że to jednak ta resorpcja, a moja lekarz do tego że to nic nadzwyczajnego. Cały czas powtarzała (zgodnie z prawdą), że resorpcja to proces bolesny, i ja się z nią zgadzałam i właśnie tłumaczyłam, że według mnie Perlę coś boli. I tu się z lekarzami mijam, nie tylko ze swoją, dla nich ekspresja pyszczka to jakaś abstrakcja.
Nadszedł 15, zapakowałam koty. Najpierw na stole wylądowała Perla, rozmruczana jak to ona zawsze w stresie, pani Marta pyta o wszystko, ja mówię swoje, i po raz pierwszy osoba która mnie słuchała nie pokiwała znacząco głową na moją mantrę, że dla mnie Perla wygląda jak kot z bólem. Powiedziałam o braku kłów, dziąsła wyglądały naprawdę nieźle, bo przecież niedawno były leczone. Pani zajrzała do paszczy, i mówi że u Perełki obstawia niestety nieciekawe procesy w górnych kłach, że te dolne wypadły najprawdopodobniej w wyniku resorpcji (!!!!!), musi sprawdzić czy jest czysto, i generalnie wszystko wyjdzie na zdjęciu, mam się nie martwić, będzie dobrze. Perełka dostała głupiego jasia, i wystawiłyśmy na stół Gattę. I tak naprawdę Gatta jest w tej historii najważniejsza!
Pani obejrzała zębiska Gatty, powiedziała że w sumie nie bardzo ma się do czego przyczepić. Gatcie brakowało jednego zęba, takiego poza zasięgiem mojego wzroku. Poza tym wszystko było w porządku. Powiedziałam jednak, że jeśli pani doktor nie widzi przeciwwskazań, to skoro już jesteśmy, chciałabym i jej zrobić prześwietlenie, bo nie jest jednak taka radosna jak dawniej. Je, biega, przybiega na mizianki, ale jest mniej cierpliwa dla kociąt. Słuchajcie, jaka to jest przyjemność i ulga móc powiedzieć coś takiego i nie spotkać się ze spojrzeniem „Boże, ludzie to mają jednak w głowach nie po kolei...”, że ktoś uwierzy że taka rzecz może być objawem dyskomfortu. Pani Marta że tak, uważa że to dobra myśl, miała na względzie koszty więc tak nie proponowała widząc Gatty zęby i dziąsła, ja na to że na pewno nie ucieknę bez zapłacenia rachunku, pośmiałyśmy się i zostawiłam obie dziewczynki.
Po powrocie przyznam Wam się, że się popłakałam. Dziewczynki zaopiekowane, bilans straszny. Perełka straciła oba górne kły i jednego albo dwa łamacze, przepraszam że nie pamiętam. Jest gdzieś w papierach. Pani Marta odpaliła komputer, pokazała mi zdjęcia zębów, omówiła wszystko dokładnie, wytłumaczyła które zęby są zdrowe a które postanowiła usunąć i dlaczego. Zdjęć dwa komplety, bo po zabiegu zrobiła drugie żeby mieć pewność, że nie zostało w kościach nic, co mogłoby być źródłem bólu. Zapewniła mnie, że jak już się zagoi to nic Perełki boleć nie będzie, kazała za rok zgłosić się do kontroli, bo u takich kotów historia lubi się powtórzyć. Ale też powiedziała że kły i łamacze to właśnie takie typowe zęby w tym schorzeniu, a tych Perla już nie ma, więc dla niej może to już być koniec tej „przygody”.
Zaskoczyła ją natomiast Gatta. Naprawdę była zadowolona z jej uzębienia przy zewnętrznych oględzinach. Po zrobieniu zdjęcia okazało się, że Gatta ma zresorbowaną miazgę kłów, nie ma już śladu po korzeniach (!!!!), korony jeszcze się trzymały zewnętrznymi krawędziami, zostały „amputowane” jak to pani doktor określiła, czyli nie było potrzeby „wydłubywania” zębów, bo nie było co wydłubywać… Tak więc Gatta straciła korony wszystkich czterech kłów i jednego łamacza, symetrycznie do tego którego już nie miała.
Teraz dziewczynki dochodzą do siebie, już dziś jest znacznie lepiej, jedzą ładnie, ze względu na nie chwilowo wróciłam do mielenia mięsa To tak chwilowo, żeby wygoiły się wszystkie rany, szczególnie u Perli bo ona ma sporo szwów. Dla mnie kolejna bezcenna lekcja, nie dać sobie wmówić niczego i iść za głosem rozsądku. Zawsze przy czyszczeniu zębów jedna strona u Gatty była bardziej „zawalona” kamieniem – i teraz wszystko złożyło się w całość, to była ta strona nieużywana, nie była używana bo bolała… Gatta nigdy nie przestała jeść, nie straciła apetytu, nie byłam w stanie zauważyć że omija jedną stronę paszczy – powinno było mnie zastanowić nierównomierne odkładanie się kamienia, i na pewno już takiej wskazówki nie przeoczę. Co więcej, u Gatty nie obserwowałam zbolałego pyszczka, tylko niekiedy, ale to wiązałam na przykład z przejedzeniem, bo Gatta kocha wątrobę wołową i generalnie wołowinę w każdej postaci, jeśli jej nie zabiorę od miski to je dopóki nie pęka. Drugim objawem, który od tej pory będzie dla mnie lampką alarmową było od czasu do czasu „zacieranie” oczka, właśnie po tej stronie gdzie nie było łamacza – ja myślałam, że Gatcie co jakiś czas wyrasta krzywo któraś rzęsa i ona sobie to oczko zaciera, a ona robiła to z bólu, bo ten ząb zresorbował i wypadł w jakimś momencie przecież...
Dla tych, którzy dobrnęli do końca – wpiszcie sobie w grafik, że jak kot skończy 5 lat, to jest to taki wiek, kiedy czyszczenie zębów należy mu się jak psu zupa. Jeśli kot wymagał pierwszego czyszczenia prędzej, jako trzylatek na przykład – zapalają Wam się lampki ostrzegawcze. Czyli takiemu pięciolatkowi zamiast robić to metodą tradycyjną, jeśli tylko macie możliwość, umówcie się u stomatologa który najpierw zrobi zdjęcie uzębienia i oceni stan korzeni zębów. Nie dajcie się zwieść, że wszystko wygląda dobrze! Nie dajcie się zwieść argumentowi, że kot JE! Kot przestanie jeść dopiero wtedy, gdy ból będzie nie do pokonania. Kot do tradycyjnej sanacji i tak musi zostać znieczulony - wykorzystajcie to i zróbcie od razu RTG, lekarz będzie wtedy mógł za jednym zamachem nie tylko usunąć kamień, ale też naprawić ewentualne szkody na poziomie korzeni. Liczcie w tej kwestii tylko na siebie - czy ktokolwiek z Was usłyszał, że tym razem może proszę zrobić sanację w gabinecie gdzie mają RTG? Usłyszeliście? Bo ja nigdy. Jestem rozżalona, że dopóki kot nie jest jakiś umierający, nikt nie proponuje nam porządnej diagnostyki. Możemy tej propozycji nie przyjąć, możemy nie mieć możliwości, możemy nie mieć pieniędzy, możemy nie mieć w zasięgu odpowiedniego lekarza. Ale mamy przynajmniej szansę na zorganizowanie się.
Ja w każdym razie taki grafik sobie przyjęłam. To znaczy, że teraz wydam dużo pieniędzy
- Mago
- Super Admin
- Posty: 4597
- Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa
- Kontakt:
Re: Wątek dla "Starych"
Przeczytałam wszystko. Dwa razy. Dziękuję Dorota za tak dokładny opis. Czyszczenie zębów u moich kotów odkładam i odkładam i odkładam. Nie mam sensownego wytłumaczenia dlaczego nadal tego nie zrobiłam
U mnie Lunka pójdzie na pierwszy ogień.
- ozon
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 2239
- Rejestracja: 18 lis 2013, 09:38
- Płeć: kobieta
- Skąd: Tajgówko Małe :)
Re: Wątek dla "Starych"
I ja też
I ząbki będą wyczyszczone, bo do tej pory były tylko oglądane. Szef przychodni, do której chodzi Tajga, dwa lata temu skończył specjalizację z radiologii weterynaryjnej, więc może jest szansa na sensowne zdjęcie RTG, muszę z nim pogadać jak wróci z urlopu. I ustalić, czy oszczędzimy Tajdze stresu i połączymy pobranie krwi na badania kontrolne z czyszczeniem ząbków, czy dla bezpieczeństwa przed znieczuleniem najpierw krew, potem zęby.
I bardzo jestem ciekawa tej rozmowy, aczkolwiek obstawiam zero problemów i zainteresowanie tematem. Mam nadzieję, że się nie mylę
- jasminka
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 3011
- Rejestracja: 28 sty 2010, 10:00
- Płeć: kobieta
- Skąd: Śląsk
Re: Wątek dla "Starych"
I ja dziękuję bo być może problemy Misi to zęby a nie tylko nosek,była prześwietlana ale paszcza nie (niestety) i miała 2 endoskopie ale ząbki tylko z zewnątrz zawsze sprawdzane 
- MoniQ
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 10272
- Rejestracja: 22 lut 2013, 14:24
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Opole
Re: Wątek dla "Starych"
Ja mam podobnie jak Mago, zbieram się i zbieram.... Mordimuś ma wyraźne zalecenie, żeby już to zrobić, ale ciągle coś...Zła matka ze mnie 
