Pisałam ostatnio na forum, że jest to dla mnie trudny okres i taki właśnie był. Należą Wam się wyjaśnienia, ponieważ sprawa dotyczy po części Was.
Zacznę od tego , że Bounty czyli Tunio jest już ze mną. Ale wszystko od początku...
Zamieszkał z naszą forumową agnieszką9008 , kiedy przywoziłam jej kota, była tam już Lilly i Molly. Jak sami wiecie, niebawem do stada dołączył Gucio i Edi.... Zaniepokoiłam się, ale cóż, jej koty-jej sprawa. Próbowałam rozmawiać, mówiłam o zagrożeniach, że to duży obowiązek....
Potem był rzekomy Niuniek... Cleo... już nie piszę chronologicznie, wybaczcie, ale dzisiejszy dzień to olbrzymi stres i wyczerpanie.
Kiedy odeszła Molly.... było mi przykro, jednak widziałam tę koteczkę, było z nią źle, więc informacja o jej odejściu mnie aż tak nie zszokowała. Potem Lilly.... wyjątkowy pech, ale zaczęłam czuć się dziwnie.... Agnieszka pisała o mechanicznym urazie, potem o trzustce itp.. dało mi to do myślenia. W międzyczasie przeprowadzki, dokocenia.... byłam przerażona, sporo chorób u kotów wywołanych jest stresem. Agnieszka wiedziała lepiej , a ja się "czepiałam " . Potem odszedł Edi... byłam przy tym, specjalnie przyjechałam do lecznicy, by wspierać Agę. Ponownie tłumaczyłam, prosiłam, bez skutku, bo jak same wiecie pojawiła się Cleo.....
Kiedy przeczytałam informację , że Cleo umarła od zjedzenia zatrutego czy nafaszerowanego mięsa gwoździami zamarłam. Kot nie zje tabletki w mięsku, bo wypluje, a co dopiero z metalem czy szkłem !! Zapaliła mi się czerwona lampka. Zaczęłam drążyć temat, a to co się dowiedziałam sprawiło, że serce mi stanęło.
Nie będę Was zanudzać opisami mojej drogi do prawdy. Napiszę tylko co ustaliłam .
Nie wiem naprawdę na co umarła Lilly... Edi prawdopodobnie nie udźwignął stresu zafundowanego przez Agnieszkę. Natomiast Cleo ŻYJE !! i jest w nowym domu.
Pojechałam tam dziś , mimo że Agnieszka twierdziła, że jedzie do Kielc. Zawiadomiłam Eko straż i TOnZ. Oczywiście była w domu. Po wielu bojach odkupiłam od niej Tunia. To co usłyszałam na swój temat... nie będę cytować, bo się popłaczę... wg niej jestem złym człowiekiem, siejącym zamęt, czepiającym się wszystkiego.
Zabrałam Tunia do lekarza. On jakiś czas temu miał czyszczoną trzecią powiekę, jest to zabieg krwawy. Agnieszka miała się zjawić na kontroli , jednak jak stwierdziła " nie miała czasu " . Wdała się infekcja. Tunio ma temperaturę, zainfekowane oczy i nos, koci katar, szmery w tchawicy i oskrzelach
Dlaczego o tym piszę .... Jest mi strasznie przykro... Zarówno ja jak i Wy byliście notorycznie okłamywani. Agnieszka jest osobą nieodpowiedzialną. Nie zadbała właściwie o koty. Uważałam , że strasznie się pogubiła w tym co robi, jednak mimo tłumaczeń robiła to nadal. Nie mam dla niej usprawiedliwienia. Nie mam słów odpowiednich na tę chwilę. Jest mi strasznie źle, bardzo przykro, nigdy nie słyszałam w tak krótkim czasie tylu nienawistnych słów jak podczas wizyty u niej.
Najważniejsze, że odzyskałam kota... teraz najważniejsze, żeby Tunio doszedł do siebie.
Winna Wam jestem prawdę, to jedyny powód tego co napisałam .
To tyle- wnioski każdy niech wyciągnie sam.
