Hann pisze:Zapatrzyłam się w koszyczek, a raczej w jego zawartość <mrgreen> Ten mały jest słodki <zakochana> Też takiego chcę <mrgreen> A jaki jest w dotyku nawet sobie nie zaczynam wyobrażać, bo się rozmarzę, rozkojarzę i z roboty nici <lol>
Po piewsze cieplutki tak z 38 st. C
po drugie mięciutki bo nie ma tych włosków ościstych jakby tylko sam podszerstek
po trzecie wibruje całe ciałko od mruczenia
po czwarte wtula się i chłonie człowieka całym sobą
po piąte ten pyszczek do całowania zawsze nadstawiony z tymi ostrymi,kłującymi wąsiskami.
No i nie zostawia kłaków na bluzce, w której właśnie wychodzę do roboty
Zafira, to sa ciosy ponizej pasa. Ciesze sie ze dopiero co nabylem swoje, to sie nimi jeszcze nie nacieszylem na tyle zeby knuc o czyms nowym i nieznanym...
Julcik, jaka tam okrutna?Ja próbuję tylko rzeczowo przekazać informacje, niezbędne do właściwego podjęcia decyzji :-)
A zupełnie poważnie to wiem na pewno, że moja Domia zyskała bardzo wiele po przybyciu devonka.Została wyrwana z gnuśnego trybu życia jaki z nudów, i z powodu naszej ciągłej nieobecności prowadziła. Devon jest idealną przeciwwagą brytyjczyka, po prostu.Interesuje się teraz nawet bardziej urozmaiconym jedzeniem, dlatego ,że mały to zjada. O ilości ruchu to nawet nie wspomnę, bo różnica jest kolosalna. Nie miałkoli bez powodu i ma błysk w oczach kiedy ganiają razem po piętrach.
Nasze fajtlapy poki co nie potrafia na stol ani blaty wskoczyc (chyba ze sie im krzeslo podstawi), ale to niestety tylko kwestia czasu, zeby kuchnia przestala byc bezpiecznym miejscem.
Brytyjczyk może zawsze zachować dostojne lekceważenie w stosunku do tak niegodnego zachowania jak kradzież ludzkiego jedzenia. Moja Domia nigdy tak nisko nie upadła żeby chociaż polizać cokolwiek co nie jest jej chrupkami, mięskiem albo.... muchą na podłodze <shock>
No i już po imprezie. Karmelek zaprezentowała się jak mały dźentelnem. Był grzeczny i stonowany, żadnego biegania po stole między sałatkami. Sliczny , dobrze wychowany kiciuś, który dobrze zna gdzie jego miejsce, czyli na krześle przy stole. Czarował i zachwycał, oczywiści wszyscy uznali, że jest super kotkiem. Moja mama po chwili zastanowienia, kiedy juz opadł szok po tym jak zobaczyła drugiego kota ,uznała, że w końcu w domu musi się coś dziać trzeba i aby dom żył. No całkiem madrze- prawda?
A Karmel przy tej okazji poznał psa moich rodzicóa. Owczarka szkockiego o imieniu Niger. Niguś był z nami a ponieważ nie mógł pokonać stromych schodów na pietro w moim domu- miał miejscówkę na parterze, skąd świetnie widział nas wszystkich i my jego.
Domisia po minucie uznała, że psu trzeba dotrzymać towarzystwa i pomimo tego, że widziała go ponad rok temu, jeden raz i to przez kilka chwil- spokojnie zaszła na dół i siedziała bez strachu obok psa. A Karmel najpierw przezył szok, usiłował uciekać, tylko nie widział dokąd. Pies go absorbował, tak bardzo, że nie był w stanie oderwać od niego oczu. Najpierw siedział na górze schodów i długo patrzył i patrzył z przejęciem. A potem to było tak, że połowa Karmelka schodziła coraz niżej po schodach w kierunku psa, a połowa uciekała na górę. W efekcie wygrała ta pierwsza połowa i Karmel przytulił nosek do noska psa, który czekał na niego piszcząc z niecierpliwości. Pies nie posiadał się z radości, a Karmel od tej chwili juz nie bał sie psa. No słodkie są te zwierzaki.
A ja dzisiaj wyjeżdźam do Wa-wy <wsciekly> , wracam do domu w piątek, jestem strasznie nie zadowolona. Tyle dni bez kotów!
Jakieś zdjątka wpuszczę dopiero w sobotę, bo nie miałam w ten weekend zupełnie czasu.
Ale forum zabieram ze sobą oczywiście, więc będę z wami :-)