Tym razem postanowiłam Was nie obciążać nerwami, wystarczą te po mojej stronie
Kotki były dwa, i taki stan mamy obecnie. Nie szacuję Clarowego brzucha na nic więcej, zwłaszcza że mama się już umyła, poszła jeść i pić.
Oczywiście kocięta nie byłyby Agilis Cattus, gdyby przyszły na świat bez przygód. Nie mogę narzekać, to najszybszy i najsprawniejszy poród Clary, i bez "strat", że tak to nieładnie ujmę, co napawa mnie wielkim szczęściem i radością. Od odejścia czopa o 12 do 18 po wszystkim. Byłoby może trochę prędzej, gdyby nie rzeczone przygody.
Wszystko przebiegało bardzo prawidłowo, tylko gdy zaczęły się parte, zaczęłam trochę pękać, że dość długo są bezproduktywne. Wreszcie coś się pokazało. Wyglądało jak... ogon. Stwierdziłam, że mam omamy, że to niemożliwe po raz drugi, ale Clara zrobiła się niespokojna, za wszelką cenę pilnowałam, żeby nie sięgała za bardzo pod ogon, bo ją to rozpraszało i przestawała przeć. Po jakimś czasie ku swojemu przerażeniu ponownie zobaczyłam ogon, tym razem byłam już pewna, bo obok pojawiła się stopa. Clara szaleje, bo już znowu czuje, więc próbuje sięgać. Ja ją na siłę do poziomu, ona miauczy i warczy, zastanawiam się, czy ten poród ukończę w jednym kawałku... Do poziomu, i podpierając łapy próbuję ja zachęcić do parcia, ona na szczęście rozumie, jeden skurcz, pojawiła się druga łapka. ŁAPY SIĘ RUSZAJĄ. Nie potrafię opisać, co wtedy czułam. Clara znów próbuje sięgać, ja ją znów na siłę kładę, znów zgrzyt zębami, ale już bez zachęty zaczyna przeć. Ona prze a ja za te nóżyny. Jak przed niespełna trzema miesiącami... Ale tym razem idzie sprawniej, dosłownie trzy wyparcia, i przy jej STRASZNYM krzyku wyciągam kociaka na zewnątrz. Ściągam resztę błon, łapki ruszały się nie na darmo, malec żywy
Drugi kociak przyszedł już na świat w sposób nudny i typowy, tyle że był strasznie zaklajstrowany.
Jestem bardzo szczęśliwa, bałam się tego porodu bardzo, bo już myślałam, że jakieś fatum... Kociaki to chyba dwaj chłopcy, ale w euforii dokładnie jeszcze nie sprawdziłam. Lilak i niebieściak, lilak tym razem nie tak jaśniutki jak Czesia
Niebieski:

Liliowy:

Razem:



