Meg zwana Kocinką
- Danusia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5837
- Rejestracja: 18 lis 2011, 17:06
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa
o matko jedyna <shock>
biedna koteczka ale też bardzo biedna pancia , mam nadzieje ,ze wszystko pomalutku wróci do normy , w Meg musiał gdzies siedzieć ten paskudny wirus kociego kataru i teraz przez taki koszmarny spadek odporności wylazł i grasuje.
Lysina i Immunodol pomągą na bank tylko systematycznie musisz jej to podawać i będzie dobrze.
My tez z mężem mówilismy do siebie po zabiegu sznaucerki ,ze zabrali nam psa. Pies który zawsze był niesamowicie spontaniczny i egzaltowany , wszędzie było jej pełno nagle leżała z otępieniem w oczach bez życia bez radości i po 3 tygodniach wróciło wszystko do normy <!>
Meg tez stanie na łapki <ok> <ok> <ok> <ok>
Tylko na spokojnie pomalutku .
<ok> <serce> <ok> <serce>
biedna koteczka ale też bardzo biedna pancia , mam nadzieje ,ze wszystko pomalutku wróci do normy , w Meg musiał gdzies siedzieć ten paskudny wirus kociego kataru i teraz przez taki koszmarny spadek odporności wylazł i grasuje.
Lysina i Immunodol pomągą na bank tylko systematycznie musisz jej to podawać i będzie dobrze.
My tez z mężem mówilismy do siebie po zabiegu sznaucerki ,ze zabrali nam psa. Pies który zawsze był niesamowicie spontaniczny i egzaltowany , wszędzie było jej pełno nagle leżała z otępieniem w oczach bez życia bez radości i po 3 tygodniach wróciło wszystko do normy <!>
Meg tez stanie na łapki <ok> <ok> <ok> <ok>
Tylko na spokojnie pomalutku .
<ok> <serce> <ok> <serce>
- manita
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 3446
- Rejestracja: 26 lip 2010, 17:31
- Kontakt:
- Dorszka
- Administrator
- Posty: 6057
- Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Wrocław
- Kontakt:
To prawda, że Meg nie była standardowym przypadkiem, a to z tego powodu, że miała dwa zabiegi na raz. Druga rana była między łopatkami, tam też jest szew, wszystko świeże, ból. I na tym wszystkim opierały się sznurówki kubraka - ja wiem, że nie bezpośrednio na ranie, ale nie ma się co łudzić, tam też ją bolało, pewnie przy każdym ruchu, przy chodzeniu. Myślę, że dlatego była tak agresywna, i nie było mowy o przyzwyczajeniu się do kubraka, bo trudno przyzwyczaić się do stałego bólu. Nie wiem, czy lekarz dobrze to wymyślił, żeby zrobić dwa zabiegi na raz, ale zapewne ocenił sytuację i uznał, że tak należy. W każdym razie jestem pewna, że rana na karku znacznie bardziej dokuczała Meg, niż szycie na brzuchu - tam jest tylko zszycie powłok, a na karku wszystko się względem siebie rusza.
Meg na pewno wróci do siebie, jak tylko się uspokoi i zorientuje, że nie ma się czego obawiać. Koci katar wywołują różne wirusy, ale najczęściej jest to Herpes lub Calicivirus. Lizyna i Scanomune (Immunodol) zaproponowane przez Danusię to bardzo dobre wzmocnienie dla Meg, jeśli winowajcą jest herpes, to lizyna bardzo poważnie ograniczy jego namnażanie. Meg jest szczepiona, więc na pewno szybko upora się z infekcją. Nie trzeba się bać, bo ona też to wyczuwa, i nie wie, co się dzieje
. Od operacji minął już prawie tydzień, więc rany powinny być zabliźnione. Proszę spróbować rozerwać ją zabawą, zachowywać się zwyczajnie, jakby nic się nie stało. To bardzo ważne, żeby Meg miała stabilną, spokojną atmosferę wokół siebie.
Meg na pewno wróci do siebie, jak tylko się uspokoi i zorientuje, że nie ma się czego obawiać. Koci katar wywołują różne wirusy, ale najczęściej jest to Herpes lub Calicivirus. Lizyna i Scanomune (Immunodol) zaproponowane przez Danusię to bardzo dobre wzmocnienie dla Meg, jeśli winowajcą jest herpes, to lizyna bardzo poważnie ograniczy jego namnażanie. Meg jest szczepiona, więc na pewno szybko upora się z infekcją. Nie trzeba się bać, bo ona też to wyczuwa, i nie wie, co się dzieje
-
kotku
- Posty: 4225
- Rejestracja: 26 lip 2011, 20:51
Oj to się macie dziewczyny...
Ściskam ciepło i wierzę, że tak jak piszą nasze forumowe koleżanki, wszystko niebawem wróci do normy. Współczuję przeżyć i cierpienia jakie obie musiałyście znosić. Oby teraz było tylko lepiej... i cieszę się, że posłuchałaś swojej intuicji. W końcu książki książkami, rady radami, ale kot to żywa istota, z którą nawiązujemy więź i do każdego kotka trzeba podejść także indywidualnie. Tak przynajmniej myślę ja, jarząbek
Ściskam ciepło i wierzę, że tak jak piszą nasze forumowe koleżanki, wszystko niebawem wróci do normy. Współczuję przeżyć i cierpienia jakie obie musiałyście znosić. Oby teraz było tylko lepiej... i cieszę się, że posłuchałaś swojej intuicji. W końcu książki książkami, rady radami, ale kot to żywa istota, z którą nawiązujemy więź i do każdego kotka trzeba podejść także indywidualnie. Tak przynajmniej myślę ja, jarząbek
- Bartolka
- Posty: 1956
- Rejestracja: 05 lis 2010, 20:51
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Poznań
kosanna :-) Rzeczywiście Megusia przeszła swoje w bólu, czego efektem jest osłabienie i obniżenie nastroju z wyalienowaniem włącznie. Wiem jak bardzo jest Ci przykro i jak bardzo czujesz się wyczerpana i bezsilna, ale pora wziąć się w garść :-)
Przeszłam trudne momenty zarówno zdrowotne, jak i psychiczne z Bibi i wiem, że wiara, a przede wszystkim pozytywne nastawienie bardzo pomaga. Było z nią naprawdę kiepsko i myślę, że wytrwałość w pracy z nią poprzez zabawę i dodatkowo Feliway przyniosły efekty.
Spokojnie połóż się na ziemi, ale niezbyt blisko kotki i zacznij się bawić kawałkiem sznurka lub patyczka. Schowaj go pod dywan, podnieś dywan, znowu schowaj. Zrób przerwę, tak żeby ją zaintrygować. Jak nie zareaguje, nie naciskaj. Zrób to samo za godzinę. Powinna się pomału do Ciebie zbliżyć, a jeśli to nastąpi, baw się z nią w "kotka i myszkę" chowając coś i dając jej to wyjąć. Chwal ją, jak znajdzie zdobycz- "Brawo Megunia!" Chodzi o to, żeby jej nie nadwyrężać, a odprężyć i dodać energii :-) Masz łatwiej, bo ja musiałam tak zabawy organizować, aby Holly i Lulu czuły się równie ważne, ale bez wchodzenia (a raczej wskakiwania) Bibi na głowę <lol> Tym bardziej, że ich obecność i aktywność powodowały w niej większe wycofanie.
kosanna :-) Będzie dobrze <ok> Megusia wróci do siebie szybko, ale Ty też postaraj się podnieść z tych ostatnich trosk :-) trzymam za Was kciuki ściskam mocno

Przeszłam trudne momenty zarówno zdrowotne, jak i psychiczne z Bibi i wiem, że wiara, a przede wszystkim pozytywne nastawienie bardzo pomaga. Było z nią naprawdę kiepsko i myślę, że wytrwałość w pracy z nią poprzez zabawę i dodatkowo Feliway przyniosły efekty.
Spokojnie połóż się na ziemi, ale niezbyt blisko kotki i zacznij się bawić kawałkiem sznurka lub patyczka. Schowaj go pod dywan, podnieś dywan, znowu schowaj. Zrób przerwę, tak żeby ją zaintrygować. Jak nie zareaguje, nie naciskaj. Zrób to samo za godzinę. Powinna się pomału do Ciebie zbliżyć, a jeśli to nastąpi, baw się z nią w "kotka i myszkę" chowając coś i dając jej to wyjąć. Chwal ją, jak znajdzie zdobycz- "Brawo Megunia!" Chodzi o to, żeby jej nie nadwyrężać, a odprężyć i dodać energii :-) Masz łatwiej, bo ja musiałam tak zabawy organizować, aby Holly i Lulu czuły się równie ważne, ale bez wchodzenia (a raczej wskakiwania) Bibi na głowę <lol> Tym bardziej, że ich obecność i aktywność powodowały w niej większe wycofanie.
kosanna :-) Będzie dobrze <ok> Megusia wróci do siebie szybko, ale Ty też postaraj się podnieść z tych ostatnich trosk :-) trzymam za Was kciuki ściskam mocno
- Sonia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 16876
- Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
- Płeć: K
- Skąd: Orzesze
Ja mam nadzieję, że najgorsze jest już za Wami. Szkoda, że koteczka tak bardzo źle przeszła zabiegi, ale teraz, jak już nie będzie musiała nosić kubraczka powolutku wszystko wróci do normy. Trzymam kciuki, żeby jak najszybciej się wszystko zagoiło, a przede wszystkim nadszarpnięta psychika. Kosanno zobaczysz jeszcze wszystko wróci do normy i będziesz miała z powrotem swoją dawną Megusię

- Ania_83
- Posty: 1415
- Rejestracja: 27 lis 2011, 20:15
Trzymam mocno za Was kciuki, za Ciebie i koteczkę. Na pewno wszystko będzie dobrze tylko potrzeba więcej czasu. Moja Lunia była strylizowane kilka tygodni temu a dopiero wczoraj zobaczyłam że znowu jest taka sama jak przed zabiegiem - a zabieg przeszła wzorowo. Dopiero wczoraj zobaczyłam ten sam dziki szał jaki miała w sobie przed zabiegiem. Więc najważniejszy jest tu czas. Musi byc dobrze

- kosanna
- Posty: 1050
- Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37
Dziewczyny bardzo Wam dziękuję, jesteście po prostu kochane! <serce>
Moja nadzieja, że Meg wróci do siebie odżyła! <klaszcze>
Ale po kolei: odebrałam z lecznicy wszystkie polecane przez was specyfiki. Lizynę (weterynarz kazał mi dawać połowę kapsułki, raz dziennie rozpuszczonej w tłuszczu, bo tak organizm ją najlepiej strawi), Immunodol, a do tego zamówiłam Kitty’s Taurynę i Biotynę z witaminami B,C, E oraz minerałami, która jest jedyną tabletką, którą Meg zjada (na wszelki wypadek, gdyby nie udało się wmusić w nią podstawowych medykamentów). Do tego Salvikal z założeniem, że skoro Beaphar to jedna z niewielu firm, które toleruje ten „francuski piesek” zwany Kocinką, to może przemycę jakoś tę odżywkę do pożywienia. Kupiłam także puszki Cosmy, bo pomyślałam sobie, że jeśli dosypię to do jej ulubionego mokrego jedzenia (Sheby) lekarstwo, a ona to przypadkiem wyczuje, to będzie to definitywny koniec tych puszek. Puszki będą spalone, a ona do końca życia będzie jadła suche! Otworzyłam puszkę Cosmy kurczak z tuńczykiem i już wiedziałam, że będzie źle, ale rozdrobniłam lekarstwa na proszek. Łudziłam się, że może połknie ten Immunodol Cat, bo podobno niektóre koty traktują go jak przysmak, ale jak można się było spodziewać Meg do nich nie należy. Rozdrobniłam lekarstwa w połowie puszki i zadowolona nałożyłam do miseczki. Czekałam, czekałam i nic. Nawet do niej nie podeszła! Postanowiłam, więc karmić ją z ręki, zjadła połowę tej połowy, czyli jedną czwartą. Nie wiem ile było tam rozpuszczonych lekarstw. Trudno, będę musiała „podejść ją sposobem”. Może będę zabierała suche na noc i z samego rana karmić mokrym z rozpuszczonymi lekarstwami. Muszę coś wykombinować, żeby zjadła codzienną porcję lekarstw. Tylko, że głodzenie chorego kota, to chyba też nie jest najmądrzejszy pomysł. <oops>
Problem polega na tym, że ona nie je za wiele, żeby nie powiedzieć, że tyle co ptaszek. I teraz a propos ptaszków właśnie Meg na widok sroki za oknem otworzyła jedno zaropiałe oko i zobaczyłam ten błysk, który świadczy o tym, że stara Meg nie umarła, tylko siedzi gdzieś w obolałym ciałku! Chodzi slalomem, z oczu się leje, ale żyje! I ten błysk przywrócił mi wiarę w Kocinkę i w to, że się wyliże!
Słyszałam, że takiego herpers wirusa długo się leczy, tak że może być taka sytuacja jak z sznaucerką Danusi. Herpers wirusa miała Meg cały czas w oku, a teraz w wyniku całkowitego spadku odporności rozprzestrzenił się na całe ciało. To on jest prawdopodobnie odpowiedzialny za koci katar. Dorszka o tym zresztą pisała. Ja gdybym Dorszko wiedziała, że dwa zabiegi tak ją wycieńczą nigdy bym się nie zdecydowała, żeby przeprowadzić je równocześnie, ale to tak jak w zacytowanej na stronie myśli filozofa „Ironia życia leży w tym, że żyje się je do przodu, a rozumie do tyłu”. Mnie się właśnie wydawało, że jak dwa zabiegi, a nawet trzy (bo przecież miała mieć jeszcze udrożnianie kanalików łzowych) przeprowadzę pod jedną narkozą, to będzie dla kota lepiej, bo przecież z narkozy kot też się może nie wybudzić! To było dla Meg zbyt wiele!
Meg faktycznie bardziej interesowała się raną na grzbiecie niż na brzuchu. Rana po sterylizacji zeszła na drugi plan, bo Meg chciała za wszelką cenę rozdrapać sobie grzbiet i powyciągać stamtąd wszystkie szwy: zębami, pazurami itp.
Czytałam historię dziewczyn o sterylizacji ich podopiecznych, także wiedziałam z opisów, że może nie być różowo, ale nie myślałam że będzie aż tak czarno! Pod wpływem swoich ostatnich doświadczeń z Meg myśl o dokoceniu przeszła mi jak ręką odjął. Bartolko, ja się czułam cały czas mniej więcej tak jak Ty, gdy Bibi ganiała z alergią pokarmową po korytarzu, a Ty nie mogłaś jej dotknąć. I jeszcze na dokładkę nie wiedziałam, co jest bezpośrednią przyczyną tej agresji! Tylko, że ja mam jednego kota, a ty masz trzy! Pełen szacun dla każdego, kto ma więcej niż jednego kota w domu. <roll> Dla mnie to jest jakaś wyższa szkoła jazdy. A dbanie o harmonię w stadzie, to już nieomal koci uniwersytet!
Jeśli chodzi o zabawę, to cały czas usiłuję się bawić z Meg, ale Meg nie jest zainteresowana zabawą…. Usiłowałam się z nią bawić, gdy była w kubraczku żeby jakoś ukierunkować jej agresję, ale absolutnie nie chciało jej się ruszać. Teraz nie może też wodzić oczami, bo ma całe zaropiałe i załzawione. Kicha okrutnie. Myślę, że to jest dla niej bardzo duży wysiłek dla jej serca i brzucha, bo jest cała rozdygotana jak sobie kichnie. Myślę, że to kichanie rozdyma ją od środka i sprawia jej ból. Może te szwy jakoś rozciąga, albo powłoki brzuszne i grzbietowe, które się jeszcze nie zagoiły. Naprawdę mało z niej teraz zabawowa dziewczyna, bo mnie się wydaje że ona walczy… może nie o życie, ale z chorobą bardzo mocno i to nie są przelewki. Ona jest na takim etapie, że sobie cały czas śpi. Najlepiej lubi kolana, bo zapewniają dodatkowe grzanie. Jak się podnoszę i chcę ją z tych kolan „zdjąć”, to się zapiera wszystkimi czterema łapkami (prawie tak samo, gdy chcę ją wyjąć z transporterka). Tak, że myślę, że przestała się mnie już bać, bo ku mojemu zdziwieniu nie można jej od tych kolan odkleić. Jak jej wróci ochota do zabaw to myślę, że zacznie zdrowieć.
Dlatego ten błysk w oku, gdy zobaczyła srokę: bezcenny, za resztę (leki dla kota oraz opiekę weterynaryjną) zapłacisz kartą MasterCard!
Oto kilka zdjęć Meg. Musiałam zrobić też zdjęcie rany. Wygląda strasznie. Jak ją odkryłam była "kropką" wielkości palca.

Uploaded with ImageShack.us
A na tych zdjęciach pozostałych wygląda bardzo dobrze, lepiej niż w rzeczywistości, chociaż jak śpi to trochę drga jakby miała jakieś koszmary. Jakieś dreszcze przez nią przelatują.

Uploaded with ImageShack.us
A tutaj się przeciąga, to też dobry znak, bo ostatnio tak chorowała, że się nawet nie przeciągała!

Uploaded with ImageShack.us
Z Feliwayem to jest bardzo dobry pomysł, muszę się w ten specyfik zaopatrzyć, bo słyszałam o nim wiele dobrego!
Dziękuję za wsparcie! <serce> Jesteście super!
Moja nadzieja, że Meg wróci do siebie odżyła! <klaszcze>
Ale po kolei: odebrałam z lecznicy wszystkie polecane przez was specyfiki. Lizynę (weterynarz kazał mi dawać połowę kapsułki, raz dziennie rozpuszczonej w tłuszczu, bo tak organizm ją najlepiej strawi), Immunodol, a do tego zamówiłam Kitty’s Taurynę i Biotynę z witaminami B,C, E oraz minerałami, która jest jedyną tabletką, którą Meg zjada (na wszelki wypadek, gdyby nie udało się wmusić w nią podstawowych medykamentów). Do tego Salvikal z założeniem, że skoro Beaphar to jedna z niewielu firm, które toleruje ten „francuski piesek” zwany Kocinką, to może przemycę jakoś tę odżywkę do pożywienia. Kupiłam także puszki Cosmy, bo pomyślałam sobie, że jeśli dosypię to do jej ulubionego mokrego jedzenia (Sheby) lekarstwo, a ona to przypadkiem wyczuje, to będzie to definitywny koniec tych puszek. Puszki będą spalone, a ona do końca życia będzie jadła suche! Otworzyłam puszkę Cosmy kurczak z tuńczykiem i już wiedziałam, że będzie źle, ale rozdrobniłam lekarstwa na proszek. Łudziłam się, że może połknie ten Immunodol Cat, bo podobno niektóre koty traktują go jak przysmak, ale jak można się było spodziewać Meg do nich nie należy. Rozdrobniłam lekarstwa w połowie puszki i zadowolona nałożyłam do miseczki. Czekałam, czekałam i nic. Nawet do niej nie podeszła! Postanowiłam, więc karmić ją z ręki, zjadła połowę tej połowy, czyli jedną czwartą. Nie wiem ile było tam rozpuszczonych lekarstw. Trudno, będę musiała „podejść ją sposobem”. Może będę zabierała suche na noc i z samego rana karmić mokrym z rozpuszczonymi lekarstwami. Muszę coś wykombinować, żeby zjadła codzienną porcję lekarstw. Tylko, że głodzenie chorego kota, to chyba też nie jest najmądrzejszy pomysł. <oops>
Problem polega na tym, że ona nie je za wiele, żeby nie powiedzieć, że tyle co ptaszek. I teraz a propos ptaszków właśnie Meg na widok sroki za oknem otworzyła jedno zaropiałe oko i zobaczyłam ten błysk, który świadczy o tym, że stara Meg nie umarła, tylko siedzi gdzieś w obolałym ciałku! Chodzi slalomem, z oczu się leje, ale żyje! I ten błysk przywrócił mi wiarę w Kocinkę i w to, że się wyliże!
Słyszałam, że takiego herpers wirusa długo się leczy, tak że może być taka sytuacja jak z sznaucerką Danusi. Herpers wirusa miała Meg cały czas w oku, a teraz w wyniku całkowitego spadku odporności rozprzestrzenił się na całe ciało. To on jest prawdopodobnie odpowiedzialny za koci katar. Dorszka o tym zresztą pisała. Ja gdybym Dorszko wiedziała, że dwa zabiegi tak ją wycieńczą nigdy bym się nie zdecydowała, żeby przeprowadzić je równocześnie, ale to tak jak w zacytowanej na stronie myśli filozofa „Ironia życia leży w tym, że żyje się je do przodu, a rozumie do tyłu”. Mnie się właśnie wydawało, że jak dwa zabiegi, a nawet trzy (bo przecież miała mieć jeszcze udrożnianie kanalików łzowych) przeprowadzę pod jedną narkozą, to będzie dla kota lepiej, bo przecież z narkozy kot też się może nie wybudzić! To było dla Meg zbyt wiele!
Meg faktycznie bardziej interesowała się raną na grzbiecie niż na brzuchu. Rana po sterylizacji zeszła na drugi plan, bo Meg chciała za wszelką cenę rozdrapać sobie grzbiet i powyciągać stamtąd wszystkie szwy: zębami, pazurami itp.
Czytałam historię dziewczyn o sterylizacji ich podopiecznych, także wiedziałam z opisów, że może nie być różowo, ale nie myślałam że będzie aż tak czarno! Pod wpływem swoich ostatnich doświadczeń z Meg myśl o dokoceniu przeszła mi jak ręką odjął. Bartolko, ja się czułam cały czas mniej więcej tak jak Ty, gdy Bibi ganiała z alergią pokarmową po korytarzu, a Ty nie mogłaś jej dotknąć. I jeszcze na dokładkę nie wiedziałam, co jest bezpośrednią przyczyną tej agresji! Tylko, że ja mam jednego kota, a ty masz trzy! Pełen szacun dla każdego, kto ma więcej niż jednego kota w domu. <roll> Dla mnie to jest jakaś wyższa szkoła jazdy. A dbanie o harmonię w stadzie, to już nieomal koci uniwersytet!
Jeśli chodzi o zabawę, to cały czas usiłuję się bawić z Meg, ale Meg nie jest zainteresowana zabawą…. Usiłowałam się z nią bawić, gdy była w kubraczku żeby jakoś ukierunkować jej agresję, ale absolutnie nie chciało jej się ruszać. Teraz nie może też wodzić oczami, bo ma całe zaropiałe i załzawione. Kicha okrutnie. Myślę, że to jest dla niej bardzo duży wysiłek dla jej serca i brzucha, bo jest cała rozdygotana jak sobie kichnie. Myślę, że to kichanie rozdyma ją od środka i sprawia jej ból. Może te szwy jakoś rozciąga, albo powłoki brzuszne i grzbietowe, które się jeszcze nie zagoiły. Naprawdę mało z niej teraz zabawowa dziewczyna, bo mnie się wydaje że ona walczy… może nie o życie, ale z chorobą bardzo mocno i to nie są przelewki. Ona jest na takim etapie, że sobie cały czas śpi. Najlepiej lubi kolana, bo zapewniają dodatkowe grzanie. Jak się podnoszę i chcę ją z tych kolan „zdjąć”, to się zapiera wszystkimi czterema łapkami (prawie tak samo, gdy chcę ją wyjąć z transporterka). Tak, że myślę, że przestała się mnie już bać, bo ku mojemu zdziwieniu nie można jej od tych kolan odkleić. Jak jej wróci ochota do zabaw to myślę, że zacznie zdrowieć.
Dlatego ten błysk w oku, gdy zobaczyła srokę: bezcenny, za resztę (leki dla kota oraz opiekę weterynaryjną) zapłacisz kartą MasterCard!
Oto kilka zdjęć Meg. Musiałam zrobić też zdjęcie rany. Wygląda strasznie. Jak ją odkryłam była "kropką" wielkości palca.

Uploaded with ImageShack.us
A na tych zdjęciach pozostałych wygląda bardzo dobrze, lepiej niż w rzeczywistości, chociaż jak śpi to trochę drga jakby miała jakieś koszmary. Jakieś dreszcze przez nią przelatują.

Uploaded with ImageShack.us
A tutaj się przeciąga, to też dobry znak, bo ostatnio tak chorowała, że się nawet nie przeciągała!

Uploaded with ImageShack.us
Z Feliwayem to jest bardzo dobry pomysł, muszę się w ten specyfik zaopatrzyć, bo słyszałam o nim wiele dobrego!
Dziękuję za wsparcie! <serce> Jesteście super!
- Danusia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5837
- Rejestracja: 18 lis 2011, 17:06
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa
biduleczka
aż mnie brzuch rozbolał jak przeczytałam,
ja wiem ,ze samemu wkładać do pysia leki to koszmar , najlepiej by było gdybyś mogła te leki do pysia jej włożyć.
Kala jest tak nauczona wszystkiego ,że po prostu słów brak ,ale to Dorszkowe dziecie.
Koloruś swego czasu mojego męża pogryzł do krwi ,więc wiem ,ze to kłopot.
Teraz ja trzymam Kolorka jak niemowlaka na pleckach ,a Paulina wkłada mu po kolei wszystkie leki do pysia, jedna ręka otwierajac pyś ,a drugą wrzucajac tabletkę do mordki.
I tu jest największy problem
A jej rany , czy miałas kiedys operowany brzuch?
Ja miałam i to kilka razy , koszmar z tragedią i horrorem gdy na stole człowieka przeziębia , ja zawsze miałam po zapalenie oskrzeli i dusiłam się ile wlezie i ryczałam z bólu , przeciez to są porozcinane mięśnie , każdy ruch już boli ,a tu taki kaszel czy katar wszystko rozrywa.
bardzo mi żal koteczki straszna bidulineczka <serce> <serce> <serce>
bardzo mocno trzymam za nią kciuki żeby mógł ktoś Ci pomóc przy tych lekach , porażka
na foteczkach widać ,że niunia jest biedna , futereczko kochane <serce>
trzymaj się , poradzisz sobie <ok>
aż mnie brzuch rozbolał jak przeczytałam,
ja wiem ,ze samemu wkładać do pysia leki to koszmar , najlepiej by było gdybyś mogła te leki do pysia jej włożyć.
Kala jest tak nauczona wszystkiego ,że po prostu słów brak ,ale to Dorszkowe dziecie.
Koloruś swego czasu mojego męża pogryzł do krwi ,więc wiem ,ze to kłopot.
Teraz ja trzymam Kolorka jak niemowlaka na pleckach ,a Paulina wkłada mu po kolei wszystkie leki do pysia, jedna ręka otwierajac pyś ,a drugą wrzucajac tabletkę do mordki.
I tu jest największy problem
A jej rany , czy miałas kiedys operowany brzuch?
Ja miałam i to kilka razy , koszmar z tragedią i horrorem gdy na stole człowieka przeziębia , ja zawsze miałam po zapalenie oskrzeli i dusiłam się ile wlezie i ryczałam z bólu , przeciez to są porozcinane mięśnie , każdy ruch już boli ,a tu taki kaszel czy katar wszystko rozrywa.
bardzo mi żal koteczki straszna bidulineczka <serce> <serce> <serce>
bardzo mocno trzymam za nią kciuki żeby mógł ktoś Ci pomóc przy tych lekach , porażka
na foteczkach widać ,że niunia jest biedna , futereczko kochane <serce>
trzymaj się , poradzisz sobie <ok>
