Meg zwana Kocinką
- kosanna
- Posty: 1050
- Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37
Strasznie się matrwię o Meg zjadła dwa chrupki na krzyż, nie załatwia się, nie pije. Leży pod wersalką na kocyku cały dzień. Tak jakby straciła wolę walki i życia. Jak przywiozłam ją pierwszego dnia od weterynarza to biegała, goniła za piłką (fakt, że po zdjęciu kubraka), a teraz wygląda tak jakby coś ją bardzo mocno bolało. Może te zastrzyki przeciwbólowe i wczorajszy antybiotyk przestały działać. Podobno to normalne, że koty w kubrakach ciągle się przewracają, chodzą na zgiętych nóżkach, bo ubranko zasłania wibrysy na ciele i mają takie wrażenie, że są w ciasnym pomieszczeniu. Tym sobie tłumaczę, że cały dzień leży skulona na posłaniu. 
- mimbla
- Posty: 2179
- Rejestracja: 02 paź 2009, 14:17
- Kontakt:
- Witcha
- Posty: 453
- Rejestracja: 19 mar 2012, 14:08
Kosanna trzymaj się! przeczytałam o Twoich perypetiach wszystkich ostatnich i ojejku 
ja też miałam przez chwilę wrazenie że nic przy kocie nie zrobię, bałam się raz obciąć jej pazurki (pierwszy raz po sterylce) ale potem posłuchałam Dorszki, która mówi, że wszystko trzeba stanowczo... a jak wiem że przegram "starcie" to się nawet nie zabieram do czegoś żeby nie dawać kotu smaku zwyciestwa... czekam aż bedzie na tyle śpiąca ze manewry jej nie obchodzą tak bardzo....
spokoju życzę Tobie i Meguni
już za kilka dni NA PEWNO będzie lepiej...
ja też miałam przez chwilę wrazenie że nic przy kocie nie zrobię, bałam się raz obciąć jej pazurki (pierwszy raz po sterylce) ale potem posłuchałam Dorszki, która mówi, że wszystko trzeba stanowczo... a jak wiem że przegram "starcie" to się nawet nie zabieram do czegoś żeby nie dawać kotu smaku zwyciestwa... czekam aż bedzie na tyle śpiąca ze manewry jej nie obchodzą tak bardzo....
spokoju życzę Tobie i Meguni
- Sonia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 16876
- Rejestracja: 11 mar 2010, 09:51
- Płeć: K
- Skąd: Orzesze
Kosana współczuję bardzo sytuacji.
Szkoda, że od początku ściągałaś kotce kubraczek, ale to się już nie odstanie.
Już wiesz, że to nie był dobry pomysł. Teraz absolutnie jej go już nie ściągaj, aż do momentu, aż będziesz miała wizytę u weta na ściąganie szwów. Jeśli chodzi o kokardki na plecach, to na Twoim miejscu zawiązałabym je normalnie na węzeł i obcięła sznurki, żeby nic nie wisiało. Ja takie węzły też zrobiłam swojej kotce, bo moja agentka to chcąc sobie je odwiązać na plecach doprowadziła do tego, że ta tasiemka nabiła jej się na kła i biedna Brysia nie mogła ani tego urwać, ani wypluć. Dobrze, że byłam z nią cały czas w domu, to od razu zareagowałam, wyciągnęłam jej to z pyszczka i od razu zawiązałam na supły i obcięłam. Wtedy już nic nie próbowała kombinować, bo nie było za co ciągnąć. Tak, że zrób tak samo swojej kotce, żeby nie miała możliwości łapać za tasiemki.
Jeśli chodzi o zachowanie Twojej koteczki, to musisz być bardziej stanowcza. Teraz kotka już zobaczyła, że prychając, gryząc i drapiąc jest od Ciebie silniejsza. Wydaje mi się, że trzeba stanowczo kotce mówić, że tak nie wolno. Nie wiem, może się mylę, ale na pewno nie można takiego zachowania tolerować i w efekcie bać się własnego kota.
Pisałaś, że kotka po powrocie od weta chodziła i skakała, a teraz leży. Myślę, że to jest spowodowane tym, że wtedy działały leki przeciwbólowe, które teraz już nie działają. Mój hodowca uważa, że kotce po takiej operacji powinno się przynajmniej przez 3 dni dawać środki przeciwbólowe. Z drugiej strony, jak leży i mniej się rusza to przynajmniej szybciej będą się goić ranki i kotka jakimiś skokami nie nabawi się komplikacji.
Troszkę niepokojące jest to, że przestała jeść i pić. Może teraz to jest po prostu jej protest na to, że znowu została "uwięziona" w kubraczku. Spróbuj jej podtykać pod nos jakieś smakołyki, które zawsze bardzo lubiła, może da się skusić, żeby choć troszkę zjeść. Jak nie będzie piła, to dawaj jej po troszeczku wody ze strzykawki, żeby się nie odwodniła.
Trzymam kciuki, żeby ten koszmar się skończył jak najszybciej i szybko się wszystko wygoiło, żeby kocia mogła się wreszcie uwolnić od swojego nieszczęścia kubraczkowego.
Szkoda, że od początku ściągałaś kotce kubraczek, ale to się już nie odstanie.
Już wiesz, że to nie był dobry pomysł. Teraz absolutnie jej go już nie ściągaj, aż do momentu, aż będziesz miała wizytę u weta na ściąganie szwów. Jeśli chodzi o kokardki na plecach, to na Twoim miejscu zawiązałabym je normalnie na węzeł i obcięła sznurki, żeby nic nie wisiało. Ja takie węzły też zrobiłam swojej kotce, bo moja agentka to chcąc sobie je odwiązać na plecach doprowadziła do tego, że ta tasiemka nabiła jej się na kła i biedna Brysia nie mogła ani tego urwać, ani wypluć. Dobrze, że byłam z nią cały czas w domu, to od razu zareagowałam, wyciągnęłam jej to z pyszczka i od razu zawiązałam na supły i obcięłam. Wtedy już nic nie próbowała kombinować, bo nie było za co ciągnąć. Tak, że zrób tak samo swojej kotce, żeby nie miała możliwości łapać za tasiemki.
Jeśli chodzi o zachowanie Twojej koteczki, to musisz być bardziej stanowcza. Teraz kotka już zobaczyła, że prychając, gryząc i drapiąc jest od Ciebie silniejsza. Wydaje mi się, że trzeba stanowczo kotce mówić, że tak nie wolno. Nie wiem, może się mylę, ale na pewno nie można takiego zachowania tolerować i w efekcie bać się własnego kota.
Pisałaś, że kotka po powrocie od weta chodziła i skakała, a teraz leży. Myślę, że to jest spowodowane tym, że wtedy działały leki przeciwbólowe, które teraz już nie działają. Mój hodowca uważa, że kotce po takiej operacji powinno się przynajmniej przez 3 dni dawać środki przeciwbólowe. Z drugiej strony, jak leży i mniej się rusza to przynajmniej szybciej będą się goić ranki i kotka jakimiś skokami nie nabawi się komplikacji.
Troszkę niepokojące jest to, że przestała jeść i pić. Może teraz to jest po prostu jej protest na to, że znowu została "uwięziona" w kubraczku. Spróbuj jej podtykać pod nos jakieś smakołyki, które zawsze bardzo lubiła, może da się skusić, żeby choć troszkę zjeść. Jak nie będzie piła, to dawaj jej po troszeczku wody ze strzykawki, żeby się nie odwodniła.
Trzymam kciuki, żeby ten koszmar się skończył jak najszybciej i szybko się wszystko wygoiło, żeby kocia mogła się wreszcie uwolnić od swojego nieszczęścia kubraczkowego.
- Dorszka
- Administrator
- Posty: 6057
- Rejestracja: 22 lis 2008, 23:59
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Wrocław
- Kontakt:
Nie było mnie dziś, a właściwie wczoraj. cały dzień na forum - mam nadzieję, że Meg już się poprawiło. Cofnęłam się o kilka stron, jeśli dobrze rozumiem, zabieg był w czwartek - Meg powinna już jeść, mniej lub bardziej obrażona, ale jednak jeść. Gdyby jutro nie podchodziła do misek, trzeba ją chyba troszkę dokarmić strzykawką, jakimś gerberkiem albo zmielonym mięsem, wymieszanym z wodą, do strzykawki i do pysia. Ale to gdyby naprawdę nie jadła - jeśli podchodzi do misek, nie ma jej co denerwować.
Ja wiem, że przy pierwszym kocie niczego się nie umie - nie byłam tu żadnym wyjątkiem. Pierwszy rok jeździłam do weterynarza obcinać Clarze pazury, bo ciągle się bałam, że coś źle zrobię. I tak dalej, tych rzeczy się człowiek zwyczajnie uczy.
Proszę postarać się zachowywać normalnie, bo Meg na pewno wyczuwa zdenerwowanie wokół siebie, i to jej nie pomaga. Ja wiem, że to nie jest łatwe, ale naprawdę bardzo ważne. Przepraszam, jeśli coś przekręcam - mam prawie 300 postów do przejrzenia, i może się okazać, że zrobiłam to pobieżnie. Czy Meg miała niejako dwa zabiegi na raz? Szycie rany na karku i kastracja?
Ja wiem, że przy pierwszym kocie niczego się nie umie - nie byłam tu żadnym wyjątkiem. Pierwszy rok jeździłam do weterynarza obcinać Clarze pazury, bo ciągle się bałam, że coś źle zrobię. I tak dalej, tych rzeczy się człowiek zwyczajnie uczy.
Proszę postarać się zachowywać normalnie, bo Meg na pewno wyczuwa zdenerwowanie wokół siebie, i to jej nie pomaga. Ja wiem, że to nie jest łatwe, ale naprawdę bardzo ważne. Przepraszam, jeśli coś przekręcam - mam prawie 300 postów do przejrzenia, i może się okazać, że zrobiłam to pobieżnie. Czy Meg miała niejako dwa zabiegi na raz? Szycie rany na karku i kastracja?
- kosanna
- Posty: 1050
- Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37
Dziękuję Wam dziewczyny z całego serca <serce> ! Nawet nie wiecie ile znaczy takie wsparcie, gdy człowiek tak strasznie się martwi. Tym bardziej, że cała rodzina puka się w czoło jak tylko słowem wspomnę o kocie. Myśl przewodnia brzmi: "Nie miała baba kłopotu, kupiła sobie prosie". I to jeszcze w święta???!!! Fakt sama jestem zmartwiona, że zamiast wcinać mazurki, pasztety i żurki schudłam już 3 kg ze stresu.
:-)
Dorszko Meg miała dwa zabiegi "sterylizacji i wtórnego wycięcia rany w okolicy międzyłopatkowej" tak jest napisane w książeczce zdrowia kota. Sama sobie teraz zadaję pytanie, co Ci weterynarze zrobili tzn. czy ją wykastrowali, czy wysterylizowali, bo przecież to są dwa różne zabiegi i różnią się zasadniczo nie tylko ze względu na nazwę odnoszącą się do płci. Ja prosiłam o kastrację, czyli usunięcie wszystkiego. I wydawało mi się, że to zostało właśnie zrobione. Dopytałam się tylko po zabiegu, czy przypadkiem nie zrobiło jej się ropomacicze i czy nie było żadnych komplikacji. Odpowiedziano mi, że nie było żadnych komplikacji, a wszystko w środku było "czyste i bez żadnych zmian". I więcej nie dociekałam bo byłam tak przejęta tym, że mam kota z powrotem. A teraz patrzę w ten wpis i widzę"sterylizacja". Mam nadzieję, że nie podwiązali jej tylko jajników, bo to przecież nie chroni na przyszłość przed tym ropomaciczem. Pierwszy kot nie ma lekko to fakt, bo właściciel się na nim uczy. To w sumie straszne.
Meg mnie bardzo lubi w nocy, śpi wtedy na kołdrze i sobie mruczy (wie, że jestem wtedy niegroźna i będąc w piżamie nie złapię jej niespodziewanie i nie włożę do transporterka, żeby ją zawieźć na salę tortur do tych "okropnych" weterynarzy! Natomiast jak tylko dnieje, a ja wstaję Meg pędzi do drugiego pokoju zaszyć się w wersalce i nie ma siły żeby ją stamtąd wyciągnąć. W końcu nigdy nie wiadomo, co jej tej okropnej pani do łba strzeli.
Tyle bajdurzenia, teraz konkret: wczoraj wieczorem otworzyłam jej owoce morza sheby, które zjadła z apetytem (1/3 puszki, ale zjadła). Jadła też smaczki, które jej podtykałam pod nos. Dzisiaj nie wytrzymałam nerwowo, wyciągnęłam ją spod wersalki, wsadziłam do kuwety, czego efektem była wielka zbrylona kula siku. Kupy nie ma od środy (ostatnia przed zabiegiem). To mi właśnie spędza sen z powiek, w przecwinym razie bym się nie bała i nie panikowała. Idąc za radą dziewczyn próbowałam jej podać środek wzmacniający, który jest niejako olejem z wątroby rekina (składnik diety wyrównawczej w okresie powrotu do zdrowia) Gammolenr zostałam UWAGA: ofuczana. Próbowałam z tym olejem, ktory ma działać usprawniająco na perystaltykę jelit wymieszać chrupki. Znowu był foch i szybka ewakuacja na z góry upatrzone pozycje, czyli pod wersalkę.
Za moment będę wychodzić na śniadanie
ne, więc Meg będzie miała chwile czasu dla siebie. Obawiam się tylko, czy jej tam czegoś nie uszkodzili, że się nie załatwia. Może nie miała czym? - sami rozumiecie, że są to tematy których w święta
ne nie mogę poruszać przy świątecznym stole, bo wszyscy zgodnie stwierdzą, że mi "odbiło". A ja się po prostu martwię o swoje zwierzątko. 
Dorszko Meg miała dwa zabiegi "sterylizacji i wtórnego wycięcia rany w okolicy międzyłopatkowej" tak jest napisane w książeczce zdrowia kota. Sama sobie teraz zadaję pytanie, co Ci weterynarze zrobili tzn. czy ją wykastrowali, czy wysterylizowali, bo przecież to są dwa różne zabiegi i różnią się zasadniczo nie tylko ze względu na nazwę odnoszącą się do płci. Ja prosiłam o kastrację, czyli usunięcie wszystkiego. I wydawało mi się, że to zostało właśnie zrobione. Dopytałam się tylko po zabiegu, czy przypadkiem nie zrobiło jej się ropomacicze i czy nie było żadnych komplikacji. Odpowiedziano mi, że nie było żadnych komplikacji, a wszystko w środku było "czyste i bez żadnych zmian". I więcej nie dociekałam bo byłam tak przejęta tym, że mam kota z powrotem. A teraz patrzę w ten wpis i widzę"sterylizacja". Mam nadzieję, że nie podwiązali jej tylko jajników, bo to przecież nie chroni na przyszłość przed tym ropomaciczem. Pierwszy kot nie ma lekko to fakt, bo właściciel się na nim uczy. To w sumie straszne.
Meg mnie bardzo lubi w nocy, śpi wtedy na kołdrze i sobie mruczy (wie, że jestem wtedy niegroźna i będąc w piżamie nie złapię jej niespodziewanie i nie włożę do transporterka, żeby ją zawieźć na salę tortur do tych "okropnych" weterynarzy! Natomiast jak tylko dnieje, a ja wstaję Meg pędzi do drugiego pokoju zaszyć się w wersalce i nie ma siły żeby ją stamtąd wyciągnąć. W końcu nigdy nie wiadomo, co jej tej okropnej pani do łba strzeli.
Tyle bajdurzenia, teraz konkret: wczoraj wieczorem otworzyłam jej owoce morza sheby, które zjadła z apetytem (1/3 puszki, ale zjadła). Jadła też smaczki, które jej podtykałam pod nos. Dzisiaj nie wytrzymałam nerwowo, wyciągnęłam ją spod wersalki, wsadziłam do kuwety, czego efektem była wielka zbrylona kula siku. Kupy nie ma od środy (ostatnia przed zabiegiem). To mi właśnie spędza sen z powiek, w przecwinym razie bym się nie bała i nie panikowała. Idąc za radą dziewczyn próbowałam jej podać środek wzmacniający, który jest niejako olejem z wątroby rekina (składnik diety wyrównawczej w okresie powrotu do zdrowia) Gammolenr zostałam UWAGA: ofuczana. Próbowałam z tym olejem, ktory ma działać usprawniająco na perystaltykę jelit wymieszać chrupki. Znowu był foch i szybka ewakuacja na z góry upatrzone pozycje, czyli pod wersalkę.
Za moment będę wychodzić na śniadanie
ne, więc Meg będzie miała chwile czasu dla siebie. Obawiam się tylko, czy jej tam czegoś nie uszkodzili, że się nie załatwia. Może nie miała czym? - sami rozumiecie, że są to tematy których w święta
ne nie mogę poruszać przy świątecznym stole, bo wszyscy zgodnie stwierdzą, że mi "odbiło". A ja się po prostu martwię o swoje zwierzątko. - Gosia i Ira
- Hodowca
- Posty: 1683
- Rejestracja: 25 lis 2008, 11:49
- Kontakt:
- Danusia
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5837
- Rejestracja: 18 lis 2011, 17:06
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Warszawa
ło matuchno kochana <shock>
Bardzo byłam ostatnio zajęta i dopiero dzisiaj zajrzałam na forum tak na luzie.
Biedna koteczka bardzo mi jej żal i Ciebie oczywiście też , już ja wiem co to bezradność i niewiedza no i ten wielki strach o pupila.
Dorszka była tak cudowna i kochana ,że całe obciążenie związane ze sterylizacja wzięła na siebie ja tez jestem wariatem kocim i bardzo się wszystkim martwię , Koloruś już dał nam od tej strony do wiwatu. Traktuje te futerka jak dzieci i nie potrafie inaczej. A lekarze i zaufanie do nich , dzisiaj juz po tylu latach bo psa mam od zawsze ,mamy tylko dwóch wetów w Warszawie zaufanych i nigdy do kogos innego bym nie poszła. Nie było przez miesiac naszej wetki nerkowej i ponieważ musiałam iść z Kolorusiem do weta ( biegunka go dopadła) takich bzdur się nasłuchałam a za 70 zł zrobiła mu wetka tylko krzywdę.
Kochana słuchaj sie Dorszki <!> <!>
Wielka wiedza , duża praktyka i ogromne serce dla naszych braci mniejszych.
Trzymam bardzo mocno kciuki za koteczkę <ok> <ok> <ok>
Ona musi pić , jeść może mniej ale pić musi
strzykaweczką do pysia.
Mam nadzieje ,że po poludniu dzisiaj jest lepiej.
Spokojnych Świąt <serce> <serce>
Bardzo byłam ostatnio zajęta i dopiero dzisiaj zajrzałam na forum tak na luzie.
Biedna koteczka bardzo mi jej żal i Ciebie oczywiście też , już ja wiem co to bezradność i niewiedza no i ten wielki strach o pupila.
Dorszka była tak cudowna i kochana ,że całe obciążenie związane ze sterylizacja wzięła na siebie ja tez jestem wariatem kocim i bardzo się wszystkim martwię , Koloruś już dał nam od tej strony do wiwatu. Traktuje te futerka jak dzieci i nie potrafie inaczej. A lekarze i zaufanie do nich , dzisiaj juz po tylu latach bo psa mam od zawsze ,mamy tylko dwóch wetów w Warszawie zaufanych i nigdy do kogos innego bym nie poszła. Nie było przez miesiac naszej wetki nerkowej i ponieważ musiałam iść z Kolorusiem do weta ( biegunka go dopadła) takich bzdur się nasłuchałam a za 70 zł zrobiła mu wetka tylko krzywdę.
Kochana słuchaj sie Dorszki <!> <!>
Wielka wiedza , duża praktyka i ogromne serce dla naszych braci mniejszych.
Trzymam bardzo mocno kciuki za koteczkę <ok> <ok> <ok>
Ona musi pić , jeść może mniej ale pić musi
Mam nadzieje ,że po poludniu dzisiaj jest lepiej.
Spokojnych Świąt <serce> <serce>
- Bartolka
- Posty: 1956
- Rejestracja: 05 lis 2010, 20:51
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Poznań
kosanna :-) U mnie rekord kotki bez kupy to 5 dni. Podaj może Bezopet w większej ilości. Wiem co przeżywasz
Też miałam ostatnio przejścia z Bibi i Holly.
Moje dziewczynki też mają napisanew książeczkach, że były sterylizowane i dla mnie to oznacza usunięcie macicy, jajników i jajowodów.
Poczytaj TUTAJ
Jeszcze trochę cierpliwości i wszytko wróci do dawnych dobrych czasów :-) A Meg ma prawo mieć focha :-) Ja wolę pogniewaną i wkurzoną kotkę niż zbolałą i skrzywdzoną - jakoś lepiej to znoszę. Bardzo przeżyłam ostatnie perypetie z Bibulkiem, bo coś w niej właśnie pękło i jedyne emocje jakie pokazywała to strach, panika i smutek
A teraz jak ją smaruję, to troche na mnie pokrzyczy, pomarudzi i od razu mi lepiej , bo wiem, że wraca do siebie.
Trzymaj się dzielnie :-) Megusie delikatnie wymiziaj i spokojnie spędzajcie resztę Świąt
Moje dziewczynki też mają napisanew książeczkach, że były sterylizowane i dla mnie to oznacza usunięcie macicy, jajników i jajowodów.
Poczytaj TUTAJ
Jeszcze trochę cierpliwości i wszytko wróci do dawnych dobrych czasów :-) A Meg ma prawo mieć focha :-) Ja wolę pogniewaną i wkurzoną kotkę niż zbolałą i skrzywdzoną - jakoś lepiej to znoszę. Bardzo przeżyłam ostatnie perypetie z Bibulkiem, bo coś w niej właśnie pękło i jedyne emocje jakie pokazywała to strach, panika i smutek
Trzymaj się dzielnie :-) Megusie delikatnie wymiziaj i spokojnie spędzajcie resztę Świąt
- margita
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5567
- Rejestracja: 17 lut 2012, 14:04
- Płeć: kobieta
- Skąd: zachodniopomorskie
