Gustaw
- Julcik
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 2483
- Rejestracja: 24 lis 2011, 21:48
- Hodowla: ClarusCattus*PL
- Płeć: k
- Skąd: Gdańsk
- Kontakt:
- asiunia0312
- Posty: 1208
- Rejestracja: 16 sty 2012, 10:28
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Olsztyn
- kosanna
- Posty: 1050
- Rejestracja: 08 sty 2011, 12:37
Też nie za bardzo mogę Ci radzić, bo jeszcze niedawno kocia antykoncepcja czyli zastrzyki hormonalne były dla mnie akceptowalne, jednak martwica skóry w miejsu po zastrzyku u mojego kota skutecznie wyleczyła mnie z tych przekonań. Żałuję, że nie wysterylizowałam jej przed pierwszą rujką, tylko odwlekałam ten moment z przyczyn zewnętrznych i wewnętrznych.
Co do kotów, to też jeszcze nie spotkałam weterynarza, który byłby zwolennikiem wczesnej kastracji kocurków, ale kota nigdy nie miałam więc nie wiem jak to wpływa na jego życie w późniejszym wieku.
Wracając do tematu, to wiem od przyjaciół, którzy mają kocury, że najlepszy moment na kastrację jest gdy zmienia się zapach kociego moczu. Podobno jest tak "charakterystyczny", że nie da się go nie wyczuć. Zmiana zapachu oznacza, że kot osiągnął dojrzałość płciową, ale jeszcze nie znaczy. Powodzenia i bardzo, bardzo mocno trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie. Sama będziesz musiała zdecydować, to jest w tym wszystkim najgorsze i zauważyłam u siebie rzecz straszną, a mianowicie dla własnej wygody najchętniej kupiłabym na przyszłość kota wykastrowanego w hodowli, żeby samej nie musieć tego robić i żeby "mieć czyste ręce", czyli zrzucić z siebie odpowiedzialność za wczesną kastrację, która nie wydaje mi się w głębi serca odpowiednia. Gdyż zawiezienie kota na sterylizację, czy kastrację to według mnie chyba jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć jeżeli chodzi o poziom stresu, więc jakby to ktoś zrobił za mnie odczułabym ulgę. Kierując się oczywiście bardziej swoim dobrem, niż dobrem kota. Taki egozim, zrzucenie odpowiedzialności na hodowcę. Przepraszam za <offtopic> .
Co do kotów, to też jeszcze nie spotkałam weterynarza, który byłby zwolennikiem wczesnej kastracji kocurków, ale kota nigdy nie miałam więc nie wiem jak to wpływa na jego życie w późniejszym wieku.
Wracając do tematu, to wiem od przyjaciół, którzy mają kocury, że najlepszy moment na kastrację jest gdy zmienia się zapach kociego moczu. Podobno jest tak "charakterystyczny", że nie da się go nie wyczuć. Zmiana zapachu oznacza, że kot osiągnął dojrzałość płciową, ale jeszcze nie znaczy. Powodzenia i bardzo, bardzo mocno trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie. Sama będziesz musiała zdecydować, to jest w tym wszystkim najgorsze i zauważyłam u siebie rzecz straszną, a mianowicie dla własnej wygody najchętniej kupiłabym na przyszłość kota wykastrowanego w hodowli, żeby samej nie musieć tego robić i żeby "mieć czyste ręce", czyli zrzucić z siebie odpowiedzialność za wczesną kastrację, która nie wydaje mi się w głębi serca odpowiednia. Gdyż zawiezienie kota na sterylizację, czy kastrację to według mnie chyba jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć jeżeli chodzi o poziom stresu, więc jakby to ktoś zrobił za mnie odczułabym ulgę. Kierując się oczywiście bardziej swoim dobrem, niż dobrem kota. Taki egozim, zrzucenie odpowiedzialności na hodowcę. Przepraszam za <offtopic> .
- Aga12
- Posty: 783
- Rejestracja: 23 wrz 2010, 12:31
- Płeć: kobieta
- Skąd: okolice Torunia
Mój Jeffrey był poddany zabiegowi wczesnej kastracji w wieku bodajże 3 miesięcy,jeszcze w hodowli.Kupiłam go już bezjajecznego.Znajomy wet też mi tłumaczył to samo co Tobie,że on wykonałby ten zabieg później,czyli jak kotu zmieniłby się zapach moczu.Też tłumaczył mi,że może miec problemy z cewką moczową i że mu siusiak nie urośnie.No,ale ja już go takiego kupiłam i koniec,kropka.Mimo wszystko ja się bardzo cieszyłam,że w chwili zakupu dostaję kotka już wykastrowanego,bo nie musiałam ja się tym zajmować.A wiem,że bardzo bym się stresowała,jak mały zareaguje na narkozę i cały zabieg,jak się bedzie wybudzał,jak rana bedzie się goić itd.,itd.A tak dostałam kota po zabiegu z wygojoną doopką i mam nadzieję tylko,ze to nie wpłynie póżniej na stan jego układu moczowego.Póki co,a idzie mu już drugi rok,problemów moczowych nie ma.
Mi się wydaje,że te 5,5 miesiąca,jak zalecał hodowca to chyba optymalny termin i zastosowałabym się do tego.Z tym,że ja to cykor jestem i bardziej bałabym się,ze kocur zacznie mi znaczyc teren i w domu zacznie też śmierdzieć.
Mi się wydaje,że te 5,5 miesiąca,jak zalecał hodowca to chyba optymalny termin i zastosowałabym się do tego.Z tym,że ja to cykor jestem i bardziej bałabym się,ze kocur zacznie mi znaczyc teren i w domu zacznie też śmierdzieć.
- Alicja
- Hodowca
- Posty: 605
- Rejestracja: 07 cze 2011, 12:09
- Hodowla: BRITALISE*PL
- Płeć: kobieta
- Skąd: Rumia / Pomorze
- Kontakt: