niby tak...juz komus powiedzialam, ze nie warto plakac nad rozlanym mlekiem...
zwlaszcza, ze wszystko wydazylo sie juz jakis czas temu.wiec przebolalam..tzn najwiekszy bol minal...teraz pozostal strach, ze nie dam rady np.finansowo.
ze nie dam rady ulozyc sobie zycia z kim innym...od nowa, na nowo...
wiecie przyzwyczajenia etc.i wygoda z tym zwiazana

mieszkalismy razem jakis czas po rozstaniu...
a teraz on powoli sie pakuje...rzeczy ubywa...
dziwnie tak...
inaczej.
boje sie, ze bede porownywala...i ze przez to zaczne sie czepiac. bo np. moj obecny partner zostawi buty nie tam, gdzie ja tego bym oczekiwala..rozumiecie?