Po tragicznej śmierci ostatniej kotki (europejskiej) miałam straszną dziurę w sercu i postanowiłam tym razem mieć kota spokojnego, zrównoważonego i do tego niebieskiego jak moje psy. Pojechaliśmy z rodziną do hodowli (nazwę zmilczę) i wyszliśmy stamtąd zniesmaczeni. Dwa mioty pięknych kociąt nie znających ludzi. Wystraszone, nieumiejące się bawić (5 i 7 tygodni). Owszem zadbane, dobrze karmione, rodzice piękni, ale nikt nie miał czasu dla kocich dzieci. Szukaliśmy dalej i trafiliśmy na pięknego kota, wesołego i kochającego ludzi. Bez rodowodu, ale ujął nas swoją urodą i charakterem.
Od razu odpieram ataki. Sama jestem hodowcą rasowych=rodowodowych=wystawowych psów. Ale tym razem los zdecydował za nas.
Przedstawiam Wam krępego, krótkonogiego i inteligentnego "brytyjczyka". Nie mógł mieć inaczej na imię: CHURCHILL.

a tu z moimi psami

Ma w tej chwili 11 tygodni, jest z nami od tygodnia (wiem, wiem, za wcześnie), ale tak zdecydowali z powodów rodzinnych sprzedający. Nas to cieszy, bo jest to kot bardzo dojrzały i rozsądny na swój wiek. Kot-ideał.
Pozdrawiam,

