Leon i Nelson z Głogowa :-))))
: 19 lip 2009, 12:00
Witam wszystkich miłośników brytków...
Pewnego pięknego dnia zobaczyłam w necie brytyjczyka i to była miłość od pierwszego wejrzenia...
Po długich poszukiwaniach okazało się, że znalazlam swojego wymarzonego małego rudzielca. Zdziwienie było jeszcze większe kiedy okazało się, że hodowla jest w tym samym mieście w którym mieszkam - a jeszcze później, że to w zasadzie jakieś 500 metrów od mojego bloku
))
Upatrzony rudzielec czekał na przybycie do domu. Ja za to przygotowywałam się na przyjęcie kocurka w "skromne progi". I zaczęło się: kuwetki, zabawki, miseczki i cała armia gadżetów :-)))) Kupiłam książki i przeglądałam internet.. czas dłużył się niemiłosiernie...
podczas wizyt u "synka" poznałam jego braci i uświadomiłam sobie jak szkoda będzie rozdzielać go z rodziną i tak naprawdę to nic nie zastąpi mu zabawy z innym kotkiem...
Najchętniej wzięłam bym oba. Mąż był jednak innego zdania.
Kiedy nadszedł Ten Wielki Dzień - zamiast mojego Nelsona do transportera "zapakował" się czekoladowy braciszek, ktory zaraz potem uciął sobie w nim drzemkę.
To był jasny sygnał - ja też idę ! Niestety - musiałam zadowolić się tylko moim rudzielcem.
Przykro mi było kiedy Nelson chodził po mieszkaniu i wołał braci - nie udało mi się go pocieszyć - bo Nelson wciąż szukał kompana do zabawy. i jeszcze ta świadomość, że jego braciszek jeszcze nie ma nowego domu
Po długich, poważnych telefonicznych negocjacjach z mężem dostałam oficjalną zgodę na drugiego kotka. Dwa dni później były już razem - mój Nelson i Leon... <klaszcze>
Czekoladowy przybysz upolował w pierwszej godzinie pobytu w domu muchę, za którą latalam z gazetą od kilku dni... tak, tak - musi nazywać się Leon Zawodowiec , (mały killer <lol> )
Tak więc od 12 czerwca jesteśmy razem :-)
moje kocurki można obejrzeć na stronie :
http://picasaweb.google.pl/sylwia.reichel
pozdrawim wszystkich bardzo serdecznie
Pewnego pięknego dnia zobaczyłam w necie brytyjczyka i to była miłość od pierwszego wejrzenia...
Po długich poszukiwaniach okazało się, że znalazlam swojego wymarzonego małego rudzielca. Zdziwienie było jeszcze większe kiedy okazało się, że hodowla jest w tym samym mieście w którym mieszkam - a jeszcze później, że to w zasadzie jakieś 500 metrów od mojego bloku
Upatrzony rudzielec czekał na przybycie do domu. Ja za to przygotowywałam się na przyjęcie kocurka w "skromne progi". I zaczęło się: kuwetki, zabawki, miseczki i cała armia gadżetów :-)))) Kupiłam książki i przeglądałam internet.. czas dłużył się niemiłosiernie...
podczas wizyt u "synka" poznałam jego braci i uświadomiłam sobie jak szkoda będzie rozdzielać go z rodziną i tak naprawdę to nic nie zastąpi mu zabawy z innym kotkiem...
Najchętniej wzięłam bym oba. Mąż był jednak innego zdania.
Kiedy nadszedł Ten Wielki Dzień - zamiast mojego Nelsona do transportera "zapakował" się czekoladowy braciszek, ktory zaraz potem uciął sobie w nim drzemkę.
To był jasny sygnał - ja też idę ! Niestety - musiałam zadowolić się tylko moim rudzielcem.
Przykro mi było kiedy Nelson chodził po mieszkaniu i wołał braci - nie udało mi się go pocieszyć - bo Nelson wciąż szukał kompana do zabawy. i jeszcze ta świadomość, że jego braciszek jeszcze nie ma nowego domu
Po długich, poważnych telefonicznych negocjacjach z mężem dostałam oficjalną zgodę na drugiego kotka. Dwa dni później były już razem - mój Nelson i Leon... <klaszcze>
Czekoladowy przybysz upolował w pierwszej godzinie pobytu w domu muchę, za którą latalam z gazetą od kilku dni... tak, tak - musi nazywać się Leon Zawodowiec , (mały killer <lol> )
Tak więc od 12 czerwca jesteśmy razem :-)
moje kocurki można obejrzeć na stronie :
http://picasaweb.google.pl/sylwia.reichel
pozdrawim wszystkich bardzo serdecznie