Szczerze mówiąc, po raz pierwszy spotykam weta, który już kociakowi każe wydzielać karmę... Do mnie to jednak nie przemawia.
Nie chodzi o to, że kot będzie głodny, one szybko uczą się, że jedzenie jest o określonych porach, i trzeba jeść, kiedy dają, bo potem nie będzie. Właśnie dlatego nie zdecydowałabym się na coś takiego - kocięta pdchodzą do misek często, ale jedzą w małych ilościach, nie rozpychają żołądków, i to uważam za zdrowsze, niż jedzenie "na zawołanie", podobnie jak u ludzi, lepiej małe porcje częściej niż duże rzadko. Oczywiście niekiedy trafiają się "obżartuchy", ale to wcale nie jest u kotów takie częste, w każdym razie nie u modych. U mnie nie ma suchożernych żarłoków, i karma stoi stale nawet przy dorosłych. U pewnej "foki" pilnwać muszę mokrego - i tu rzeczywiście jestem bezwzględna, ale Fado ma już rok, a pilnowany jest dopiero od ok. 8 miesiąca życia.
Tak, jak pisze Bea, we wszystkim musimy podejmować decyzje sami...
Jednak w przypadku kociąt nie zdecydowałabym się na trzykrotne tylko w ciągu doby podawanie jedzenia. Jedyny okres, kiedy Clara niepokojąco przybrała, był wtedy, gdy wyjechaliśmy na wakacje. Jedzenie było wysypywane przez moich rodziców raz dziennie. Po dwóch-trzech dniach, gdy zorientowała się, że to jedyna pora karmienia, zaczęła wyjadać z miski wszystko na raz, całą michę, jak nigdy. Wałeczki były spore, chociaż nie było nas tylko dwa tygodnie. Po powrocie miska stanęła jak zwykle, a Clara po dwóch dniach nieprzytomnego wyjadania, gdy zorientowała się, że tym razem jedzenie jest dostępne, wróciła do starego zwyczaju jadania co jakiś czas w małych ilościach.
Z żadnym z moich kotów nie mam problemów z nadwagą. Nawet z Foką
