No i zawitała malutka łysolka u moich rodziców <zakochana>
Byli z nią u weta i okazalo się, że ta mała durna pałka zdrowo wylizała sobie ranę po kastracji i wdała się jakaś niewielka infekcja. Dostała antybiotyki, jakieś tabletki ochronne i maść na ranę. Lekarz kazał zaklejać ją plastrem. Ale młoda pięknie sobie radzi z każdym ciulstwem przyklejonym do ciała i po 2 minutach plaster jest jej najlepszą zabawką. Wiec teraz ma karne wdzianko ze skarpetki co by do plastra się nie dobierała. Najwyraźniej jej to nie przeszkadza, bo skarpety nie rusza. :-)
Wszystko jest dobrze. Temperatura jest ok. Wszedzie jej pełno, zdążyła wyobracać firanki, zwalić serwetę ze stołu, wpychac się na stół podczas kolacji, wyłączyć laptopa, skakać po klawiaturze, odstawiać tańce z kłebkiem wełny i wylegiwać się na kolanach każdego kto był w domu. Nie boi się nikogo, do wszystkich lgnie i traktorek nieustający. No i zakochali się w niej po uszy. Slowa mojego ojca: "Ona to na zdjęciach to taka brzydka... na żywo dużo ładniejsza a już w ogóle jak się do mnie przykleja to idealna" <lol>
wystarczy ją zawołać i już siedzi na kolanach albo ramieniu (jakieś korzenie papuzie??? <shock> ) i mruczy i się tuli i pieści. Strasznie ciągnie do ciepła człowieka i uwielbia czyściutką i pachnącą pościel

Nawet moja mama, ktora tak nie chciała tykać "tego czegoś" non stop ją mizia
<zakochana> <zakochana> <zakochana>