Wczoraj po godzinie 16 zauważyłam, że Bentuś ma na główce widoczny pasek bez sierści. Miejsce to było lekko obrzęknięte z zaschniętą krwią. Bentuś wczoraj praktycznie cały dzień spał na górnej półce, także nic wcześniej nie zauważyłam. Na wizytę w klinice było za późno, bo była czynna do 15. Bentley nie wykazywał zainteresowania raną, nic się z niej nie sączyło, więc przemyłam ją i pojechałam z nim dziś do weterynarza od razu po pracy.
Okazało się, że jest to uraz mechaniczny, a Bentley musiał się o coś mocno uderzyć, myślę, że miało to miejsce w nocy. Dodatkowo pazurek w tylnej łapce jest nabiegły krwią. Główka wygląda dość brzydko, a Małgosia sama widziała, że moja gapa wygląda teraz jak sto nieszczęść...
Na szczęście Bentuś nie wykazuje zainteresowania raną, bo się nie liże, ani nie drapie i to najważniejsze.
Dostałam maść (tej samej firmy co Bezo-Pet) i mam smarować rankę przez dwa tygodnie trzy razy dziennie.
Bentuś jest bardzo nieuważny podczas zabawy i tak myślę, że w nocy próbował wskoczyć na parapet, lub uderzył się porządnie o kaloryfer żeliwny, gdyż tylko on ma kształt, który mógł doprowadzić to takiej rany. Gdy się bawimy to muszę odsuwać rzeczy, tj. stół, czy fotel, które znajdują się w "zasięgu" Bentleya, gdyż w zabawie tak się zapomina, iż bo obija się dosłownie o wszystko. Nie umie "odmierzyć" odległości od danego przedmiotu, co nieraz przypłacił uderzeniem w główkę itp.
Bentuś był bardzo odważny u weterynarza, a tak wygląda główka mojego biedaka
Po stwierdzeniu, iż jest to uraz mechaniczny weterynarz przeprowadził dość specyficzną i dokładną analizę tego, co się stało. Wyczułam, że upewniał się, iż nie ja do tego doprowadziłam (serio!), co na początku mnie dość zszokowało, ale osobiście podoba mi się rodzaju czujność i przejęcie tym co się stało przez u weterynarza. Jak Pan doktor zobaczył jak stałam taka bladozielona z trzęsącymi się rękoma to aż podszedł do mnie i mnie po ramieniu poklepał, że to nic poważnego <lol>