: 11 lip 2012, 10:07
Niestety Meg nie ma chipa i nie ma szczepionki na białaczkę (zabrakło jej u weterynarza, a dodatkowo nie można było szczepić razem z szczepionką na wściekliznę, więc Meg jej nie dostała). Podobno na "styk" ma działać jeszcze ta stara. Meg trzeba będzie chyba uśpić do chipowania, bo ona nic nie daje sobie zrobić z miejscem "podłopatkowym". Miała przecież matrwicę skóry w tym miejscu i teraz jej się to dopiero ładnie zrosło i obrasta futrem. W momencie jak weterynarz smarował jej to miejsce maścią przeciwm pchłom i kleszczom to syczała i darła się okrutnie. A przecież smarowanie to już w ogóle nie powinno jej boleć!
W każdym razie założenie jest takie, że Meg w ogóle ma nie wychodzić na dwór! A jeśli jakimś cudem da sobie założyć szelki i smycz, to wtedy ewentualnie... ale także niekoniecznie. Ja tam niestety będę za krótko, żeby się przyzwyczaiła do otoczenia i w razie gdyby ją coś przestraszyło nie uciekła (a stosunkowo blisko jest ulica).
Tylko w Wawie to jest tak, że z balkonu raczej nie wyfrunie, a odkąd na klatce jest "zapora ogniowa by zorro), to też się przestała tam wypuszczać! A na działce, to drzwi na taras ktoś zostawi niedomknięte, albo okno uchylone... I tego się obawiam najbardziej, że wścibska "kocinka-gadzinka"
nie przepuści takiej okazji! Ale nie ma co gdybać i martwić się na zapas będziemy się starać nie dopuścić do takiej sytuacji.
Wiecie co, z doświadczenia wiem, że najlepszą zachętą do oddania na wsi psa lub kota jest obiecana nagroda pieniężna na breloczku na obróżce. Dlaczego? Dlatego, że miejscowi nie chodzą z kotem do weterynarza. Do weterynarza na wsi chodzi się z krową, bo mleko daje! Przepraszam, że co poniektórych pozbawiłam złudzeń. 8-) I nie wynika to wcale z braku wyobraźni, czy wiedzy tylko często z braku pieniędzy najzwyczajniej w świecie. Ludzie nie mają kasy, żeby kupić dziecku wyprawkę do szkoły...
W każdym razie założenie jest takie, że Meg w ogóle ma nie wychodzić na dwór! A jeśli jakimś cudem da sobie założyć szelki i smycz, to wtedy ewentualnie... ale także niekoniecznie. Ja tam niestety będę za krótko, żeby się przyzwyczaiła do otoczenia i w razie gdyby ją coś przestraszyło nie uciekła (a stosunkowo blisko jest ulica).
Tylko w Wawie to jest tak, że z balkonu raczej nie wyfrunie, a odkąd na klatce jest "zapora ogniowa by zorro), to też się przestała tam wypuszczać! A na działce, to drzwi na taras ktoś zostawi niedomknięte, albo okno uchylone... I tego się obawiam najbardziej, że wścibska "kocinka-gadzinka"
Wiecie co, z doświadczenia wiem, że najlepszą zachętą do oddania na wsi psa lub kota jest obiecana nagroda pieniężna na breloczku na obróżce. Dlaczego? Dlatego, że miejscowi nie chodzą z kotem do weterynarza. Do weterynarza na wsi chodzi się z krową, bo mleko daje! Przepraszam, że co poniektórych pozbawiłam złudzeń. 8-) I nie wynika to wcale z braku wyobraźni, czy wiedzy tylko często z braku pieniędzy najzwyczajniej w świecie. Ludzie nie mają kasy, żeby kupić dziecku wyprawkę do szkoły...