Słuchajcie dzisiaj o mało co się nie dokociłam....
Zacznijmy od początku: Meg miała niedawno problemy z zakłaczaniem. Kupiłam więc dla niej specjalną karmę weterynaryjną u weterynarza ( litr = 70 zł

, ale Meg nie chciała jej oczywiście tknąć, mimo mieszania z jej ulubioną, a gdy to się nie udało urządziła najzwyczajniej w świecie strajk głodowy! Tego co Meg nie zje oddaje "bezdomnym kotom", ale ponieważ ostatnio jeździłam kilka miesięcy z karmą, żeby ją zawieźć do schroniska (w końcu się przeterminowała bo nie znalazłam na to czasu), to przypomniałam sobie o pewnej pani, której wątek zaczęłam na stronie 16. Pani Magda na osiedlu moich rodziców zajmuje się "dzikimi" kotami. Wysterylizowała około 20 kotów, znajduje im domy tymczasowe, albo stałe i regularnie je dokarmia. Zadzowniłam do niej i zapytałam, czy zechciałaby przyjąć karmę weterynaryjną "na odkłaczanie". Pani Magda bardzo się ucieszyła (ma bardzo dużo podopiecznych), ja też się ucieszyłam, że karma się przyda! Pojechałam do pani Magdy i ujrzałam małego sierściucha, który wyglądał jak "tygrys" lakshmi, czyli z miotu G Gererique. Ukradł moje serce od razu (chociaż jak tylko mnie zobaczył, natychmiast salwował się ucieczką). Pani Magda ma 5 kotów (jeden to jej pierwszy Rezydent, drugi Sierota z dworu całkowicie oswojona, trzeci Spryciarz dziki, nie daje się dotknąłą nawet pani Magdzie, czwarty Franek został podrzucony, gdy był małym dwutygodniowym kotkiem, którego pani Magda musiała wykarmić butelką i właśnie wspomniany Leon (mieszkanka rasowego z dachowcem). Franek i Leon kochają się bardzo, są jak "bracia" i cały czas się ze sobą bawią (na moje oko mają około kilkunastu miesięcy). Powiedziałam że jeśli pani Magda się zgodzi, to mogę zabrać Leona. Niestety pani Magda się nie zgodziła, zaoferowała mi Franka. Franka trzyma dla Leona, żeby miał "brata" i kompana do zabawy, gdyż są w tym samym wieku. I teraz toczę walkę, bo Leon "kupił" mnie od pierwszego spojrzenia. Pewnie widział w moich oczach to "porządanie", bo zmykał gdzie pieprz rośnie! Leon kocha panią Magdę! Zaczarował ją, chodzi za nią non stop, uwielbia mizianie (coś a la Negra Dorszki, nie ma przebacz, kot nie do ruszenia

:-) znaczy się wykradzenia). Franek natomiast widział, że nie wzbudził takiego "entuzjamzmu" jak jego braciszek i nawet dawał się "wymiziać". I teraz toczę walkę wewnętrzną.... Mam nadzieje, że rozsądek zwycieży... Meg mi wystarczy OMMMMM....