No tak i stało się .... wczorajszy wypad na działeczkę zakończył się dość nieszczęśliwie dla naszego Orriego.Gapa myślała,że jak on kocha cały świat to świat jego też
Bliska konfrontacja z niezidentyfikowanym wcześniej przez niego obiektem latającym na długo zapadnie w jego i naszej pamięci.Kociak chciał łapką pomiziać pszczołę a tu masz ci los...DZIABNĘŁA GO

Pierwszy moment po ukąszeniu był ...brak słów.Kociak charczał...jeszcze takich dzwięków od niego nie słyszałam,potem miałczał przeraźliwie ,płakał a ja prawie razem z nim

lizał łapkę i nie bardzo dawał sobie z nią cokolwiek zrobić.Nochalek zrobił się gorący.Zaczęły się problemy z oddychaniem ,dyszał szybko z wyciągniętym językiem.Nie stawał na łapce...strasznie go pewnie bolała.
Na szczęście po zimnych okładach Orrinek jakby wyciszył się ,wyrównal oddech,łapka nie napuchła.Całe popołudnie i wieczór przespał wymęczony przygodą

Kiedy wieczorem przytargał ulubioną piłeczkę do aportowania mieliśmy pewność ,że jest wszystko OK <klaszcze>