dawno nas tu nie było ale wracamy z nowymi wieściami <mrgreen>
dziewczyny od tygodnia mieszkają z nami w nowym domku. chaos związany z przeprowadzką jakoś dźwignęły-przy pomocy weta, który zaaplikował tabletki na uodpornienie. jesteśmy na etapie obwąchiwania wszystkich katów, ocierania się i przymilania ale gonitwy z pokoju do pokoju już były. ku mojej ogromnej radości kotuchy dogadują się np. ukryte przed robotnikami (którzy jeszcze kręcą się po domku) w stosie poduszek wtulone w siebie. niestety zdjęć brak z uwagi na konieczność odgrzebania aparatu w stosie kartonów ;/ tak więc napaćkane mamy nadal ale już na większej powierzchni <tańczy>
decyzja o nie wypuszczaniu milusińskich została podtrzymana. mimo tego dziewczyny dostały obroże z imionami i nr telefonu na odwrocie- względy bezpieczeństwa spowodowane ostatnim kawałem jaki wycięła nam Bakalia. zwykle przychodzi na odgłos wsypywanej do miseczki karmy ale nie tym razem, co nas zaniepokoiło. w tym dniu kilka osób przewijało się przez mieszkanko a że mała jest szybka i zwinna to uznaliśmy, że skoro nie ma jej w domu (nie reaguje na wołanie, na karmienie, nigdzie jej nie widać) to musiała się jakoś wydostać. szukaliśmy jej wszędzie-tak nam się wydawało- w domu i poza domem. kiedy po kolejnym przeczesywaniu ogródka wróciłam zrezygnowana do domu, Łukasz oświadczył z zadowoleniem, że kot się znalazł. właściwie znalazła ją Iza-podobno

Bakusia spała pod kaloryferem za kartonami i zdemontowana z poprzedniego mieszkania małą narożną półeczką. wyszła rozespana, poprzeciągała się jakby nigdy nic. ufff...i godzinę później byliśmy w Kakadu po obroże i plakietki. muszę przyznać, że dziewczyny spokojnie przyjęły tą biżuterię. nie było ściągania, miaukolenia.
cdn w wersji foto