Tamirka generalnie ani przez minutę nie odczuła zabiegu, jak biegała od pierwszego dnia, tak biega do dzisiaj -_-' Jestem naprawdę zachwycona jej rekonwalescencją, zniosła to idealnie:-) Jedyne z czym mieliśmy problem to kubraczek, jak przez pierwsze dwa dni żyła z nim dobrze, tak z dnia na dzień była coraz smutniejsza, nie chciała w ogóle chodzić przez niego, a czarę przelało to, że jak byliśmy w pracy to najpierw spadł jej na tylne łapki, a potem zrobiła do niego kupkę!!! Kaftan okropny poszedł w odstawkę!! Na szczęście mała już nie interesuje się ranką jakoś szczególnie, liże ją jak wszystko inne:-) Poza tym do soboty do ściągnięcia szwów już jesteśmy w domu więc będziemy jej pilnować. Oczywiście jak tylko została uwolniona z kubraczka to wstąpiła w nią siła nieziemska i torpeda zaczęła rzucać się prawie po ścianach:-D
Taki miałam kubraczek i byłam smutna
Ale mi go w końcu ściągnęli i znowu mogę się bawić!
Bo jestem słodką i dzielną dziewczynką:-)
