Tiffany
- margita
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5567
- Rejestracja: 17 lut 2012, 14:04
- Płeć: kobieta
- Skąd: zachodniopomorskie
- zuzuzanta
- Posty: 438
- Rejestracja: 19 lis 2011, 12:53
Bo mama Nurka (jamnik miniaturka) traktuje faktycznie jak swojego przyjaciela. Podsuwa mu najlepsze żarełko, troszczy się o niego niesamowicie. Jest bardzo fajna opinia o właścicielach jamników, a mianowicie, że dzielą się na tych, którzy przyznają się, że pies śpi z nimi w łóżku i na tych, którzy się do tego nie przyznają <lol>
- margita
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 5567
- Rejestracja: 17 lut 2012, 14:04
- Płeć: kobieta
- Skąd: zachodniopomorskie
nigdy nie miałam bliższego kontaktu z jamnikami, ale moja znajoma ma jamnika i twierdzi - że to on rządzi nimi w domu ... a oni wszyscy spełniają jego życzenia ... <lol>
cała rodzina w nim zakochana ... mówią że jamniki mają trudne charaktery, ale kocha się ich całym sercem i że o innej rasie się już nie marzy ... <lol>
cała rodzina w nim zakochana ... mówią że jamniki mają trudne charaktery, ale kocha się ich całym sercem i że o innej rasie się już nie marzy ... <lol>
- zuzuzanta
- Posty: 438
- Rejestracja: 19 lis 2011, 12:53
Z tego co obserwuję, to jamniki są bardzo uparte i złośliwe, ale tylko wobec tych, którzy nie są ich domownikami.
Nurek mieszka pod nami, kiedy kupiliśmy Tiffkę miałam nadzieję, że się poznają i pokochają. Podejmowałam nawet nieśmiałe próby zaprzyjaźnienia ich ze sobą. Niestety, kiedy przyniosłam Tiffkę do rodziców Nurek zaczął tak strasznie ujadać i skakać po transporterze, że odpuściłam sobie, bo bałam się, że Tiffcok zbyt duży stres przeżyje. Potem wpadłam na pomysł, że może to jego przyprowadzę do nas do domu, bo Tiffka będzie na swoim terytorium i w razie draki będzie mogła zwiać, ale zaraz mąż wybił mi ten pomysł z głowy, bo Nurek ilekroć bywał u nas przed pojawieniem się kota obsikiwał nasze drewniane głośniki
. Wychodzi więc na to, że raczej spotkania zwierzaków nie będzie.
Nurek mieszka pod nami, kiedy kupiliśmy Tiffkę miałam nadzieję, że się poznają i pokochają. Podejmowałam nawet nieśmiałe próby zaprzyjaźnienia ich ze sobą. Niestety, kiedy przyniosłam Tiffkę do rodziców Nurek zaczął tak strasznie ujadać i skakać po transporterze, że odpuściłam sobie, bo bałam się, że Tiffcok zbyt duży stres przeżyje. Potem wpadłam na pomysł, że może to jego przyprowadzę do nas do domu, bo Tiffka będzie na swoim terytorium i w razie draki będzie mogła zwiać, ale zaraz mąż wybił mi ten pomysł z głowy, bo Nurek ilekroć bywał u nas przed pojawieniem się kota obsikiwał nasze drewniane głośniki
- zuzuzanta
- Posty: 438
- Rejestracja: 19 lis 2011, 12:53
Dokładnie rok temu rodzinnie podjęliśmy decyzję, że zamieszka z nami małe czworonożne stworzenie. Wybór padł na brytyjczyka, ponieważ zakochaliśmy się w brytyjskiej kotce znajomych. W naszej rodzinie szybko wcielamy pomysły w życie, dlatego niemal natychmiast zaczęliśmy poszukiwania niebieskiej kulki.
Dziwnym trafem (jak się później okazało) 1 listopada 2011 roku w hodowli Koci Eden przyszły na świat maluszki. Kiedy zadzwoniłam tam kilka dnie później dowiedziałam się, że jest - ONA wyśniona, wymarzona. A wyglądała tak:

Początkowo miała mieć na imię Mania (pomysł córci), ale wygrało jednak imię nadane w hodowli. Kiedy ją pierwszy raz zobaczyliśmy, stwierdziliśmy że jednak Tiffany bardziej do nie pasuje.
Trzymiesięczne oczekiwanie na kruszynę było dla nas katorgą. Ja namiętnie czytałam forum, żeby jak najlepiej się przygotować.
I nadszedł ten upragniony dzień, kiedy Tiffka zawitała do naszego domu. Od tego czasu jest pełnoprawnym
członkiem naszej rodziny. Kochamy ją ogromnie <zakochana>
Dzisiaj rano dostała kolejny urodzinowy prezent, który potraktowała tak jak wszystkie inne zabawki (widać taki jej urok).

Odśpiewaliśmy jej "Sto lat" i nawet moi rodzice wpadli z życzeniami.
Tiffcuiniu kochana, dziękujemy Ci, że jesteś z nami, kochamy Cię całymi serduchami.

Dziwnym trafem (jak się później okazało) 1 listopada 2011 roku w hodowli Koci Eden przyszły na świat maluszki. Kiedy zadzwoniłam tam kilka dnie później dowiedziałam się, że jest - ONA wyśniona, wymarzona. A wyglądała tak:

Początkowo miała mieć na imię Mania (pomysł córci), ale wygrało jednak imię nadane w hodowli. Kiedy ją pierwszy raz zobaczyliśmy, stwierdziliśmy że jednak Tiffany bardziej do nie pasuje.
Trzymiesięczne oczekiwanie na kruszynę było dla nas katorgą. Ja namiętnie czytałam forum, żeby jak najlepiej się przygotować.
I nadszedł ten upragniony dzień, kiedy Tiffka zawitała do naszego domu. Od tego czasu jest pełnoprawnym
Dzisiaj rano dostała kolejny urodzinowy prezent, który potraktowała tak jak wszystkie inne zabawki (widać taki jej urok).

Odśpiewaliśmy jej "Sto lat" i nawet moi rodzice wpadli z życzeniami.
Tiffcuiniu kochana, dziękujemy Ci, że jesteś z nami, kochamy Cię całymi serduchami.

