Wybaczcie, że dopiero teraz piszę, ale jak wróciliśmy do domu to byliśmy tak zaabsorbowani Haną, że zapomniałam o całym świecie
Wszystko przebiegło bez żadnych komplikacji mała dobrze zniosła zabieg po nim nie wymiotowała ani nic. Po powrocie do domu położyłam transporter na ziemi i kicia sama wyszła. Pierwsze kroki były straszne...bujało nią na wszystkie strony, przewracała się a mnie chciało się płakać jak na to patrzyłam. Po około pół godziny złapała odpowiedni azymut i równowagę i poszła do miseczki z wodą. Wet powiedział, że mogę jej nasypać dosłownie 5 ziarenek karmy nie więcej i tak też uczyniłam. Zniknęła dosłownie w sekundę. Później było już coraz lepiej :-) weszła do kuwetki zrobiła sisiu i zaczęła chodzić po pokoju. Później przypomniało się jej o tym, że można przecież wejść na oparcie fotela i podjęła próby wskoczenia na parapet ale oczywiście w porę ją powstrzymaliśmy. Myślałam że po tym zabiegu będzie spała i nie miała ochoty na cwaniakowanie, ale bardzo się myliłam...nawet nie wiedziałam, że aż tak!!! Teraz musimy nie spuszczać jej z oka bo na prawdę zaczyna cudować i wymyślać. Kładzie się tylko na krótką chwilę i dalej w drogę...coś czuję, że ta noc będzie dłuuuuuuuuuuuuuga... <strach>
W niedzielę jedziemy na kontrolę i odebrać karmę dla młodych kotek po sterylizacji (RC).
Dobrze, że najgorsze już za nami. Hana jak nigdy chce przesiadywać nam na kolanach i zbiera jej się na czułości... <lol> co nie ukrywam jest mega plusem tej całej sytuacji <lol>
A tak wyglądała zaraz po wyjściu z transportera:
Bardzo się cieszę, że mamy to już za sobą i że przebiegło to pomyślnie
Dziękuję Wam za ogromne wsparcie i rady
