Sonia pisze:A co to Fado taki zblazowany? <mrgreen>

Nawet nie pytaj...
Pisałam, że zdjęcia kociakom robiłam specjalnie po jedzeniu, żeby już nie biegały. Poszłam więc do kuchni, wyciągnęłam ostatni już chwilowo kawałek indyka, i zaczęłam kroić. Fado spał sobie w swoim drapaku na oknie. Na dźwięk noża na desce otworzył oko, popatrzył, co robię, westchnął, i zamknął je z powrotem. Super, pomyślałam, nie jest napalony, mięsa za mało, żeby starczyło dla dużych i dla małych (dziewczyny ostatnio kochają indyka namiętnie, i troszkę zaburzyły podział i porcjowanie <lol> ), czyli dobrze się składa, indyk pójdzie dla dzieci, a dziewczyny jako uzupełnienie skąpej porcji dostaną ukochanego tuńczyka, i wszyscy będą zadowoleni. Pokroiłam mięso, ułożyłam w tradycyjny wianuszek na dużym talerzu, popatrzyłam jeszcze raz na Fadosława, po czym wzięłam trzy talerzyki, łyżeczkę, i wyszłam z kuchni do pokoju. Cała operacja zajęła mi może trzy minuty - tyle, ile trzeba, żeby przejść z kuchni do pokoju, postawić talerzyki na podłodze, otworzyć puszki i wyłożyć z nich jedzenie. Po czym biegiem do kuchni, żeby tego indyka zdążyć przynieść, zanim stare skończą z tuńczykiem. Wchodzę do kuchni, Fadosław a jakże, w swoim drapaku, oczy zamknięte, śpi niby, nic tu nie zaszło... tylko że na talerzu nie ma połowy mięsa <lol> To co tu pytać, że zblazowany, bezczelnie na niewiniątko po prostu się zrobił <diabeł>