maga pisze:Hann wybacz ale ja tego nie pochwalam ... może i 10 000 razy sie uda ale 10 001 ...może być tragiczny w skutkach.
Niezmienna jestem, wiem ile mi znajomych opowiadało ...no nic sie nie dzieje przecież wychodzi i wraca. Potem płakali do słuchawki. Koleżanka teżma taras wielki 100m, jej pierwszy kot zginął spadając, teraz drugiego nie puszcza inaczej jak na smyczy.
Mago pisze:Hann, przyznaję, że mnie zaszokowałaś.
Jeżeli zechcesz przemyśleć jednak sprawę osiatkowania tarasu, to polecam:
http://siatkadlakota.pl/
Ludzie są z Warszawy, w moim odczuciu bardzo sympatyczni i rzeczowi, myślę, że warto zapytać ich o poradę w kwestii estetycznego zabezpieczenia tarasu.
elunia40 pisze:Nawet jeżeli taras jest na niewielkiej wysokości i kot jest w stanie bezpiecznie wylądować na ziemi, to po takim upadku, zszokowany kot ucieka gdzie pieprz rośnie. Może wtedy wpaść pod samochód lub po prostu zgubić się.
No i poczułam się jak najgorszy koci właściciel, bezmyślny, nierozważny i wyrodny

Mam nadzieję, że po tym co napiszę zostanie mi odpuszczone

Moje koty uwielbiają taras nade wszystko i spędzają na nim bardzo dużo czasu. Bardzo rzadko są na balustradzie.
Dla Lucka, chłopaka o dużej masie, jest to wysokość trudno osiągalna, ma kłopot z wskoczeniem na parapet, a balustrada jest jeszcze ciut wyżej. Na balustradzie widziałam go raz, co było na tyle niesamowite że zrobiłam mu zdjęcia. Być może powinnam rzucić się na ratunek a nie uwieczniać jego umiejętności, ale był na fragmencie tarasu gdzie stoją tuje i gdybym na donice z tymi tujami zaczęła się wspinać tylko bym go przetraszyła i pogorszyła sprawę.
Dla Jadwini na razie jest za wysoko i parapet i balustrada i myślę że tak zostanie, bo jednak... mam nadzieję że się nie obrazi że podam to do publicznej wiadomości... ma bardzo krótkie nóżki.
Jedynym z moich kotów który był na balustradzie więcej niż raz jest Leoś, który wskakuje wyżej problemu, za to za każdym razem kiedy przyszło mu do głowy wskoczyć na balustradę był przez nas zdejmowany.
Koty nie są nigdy na tarasie bez naszej kotroli. Taras widać z połowy mieszkania, a że jest nas kilkoro i wszyscy mamy kota na punkcie naszych kotów, są cały czas "na czyimś oku". Nawet Leoś zdecydowanie bardziej od balustrady woli leżak, albo skakanie za różnymi latającymi stworkami. Wszystkie trzy polują tylko z podłogi, leżaka, nigdy z balustrady.
Nie mamy niestety możliwości osiatkowania tarasu 1. z powodu jego wielkości 2. z powodu ograniczeń administracyjnych.
Taras jest na 1 piętrze. Pod tarasem jest trawnik. Teren jest ogrodzony murem. Nie ma możliwości zgubienia się kota, wybiegnięcia na ulicę ani przejechania przez samochód. Ale jeszcze raz zapewniam, że czuwamy a naszym kotom balustrada raczej nie w smak, zgodnie z opisem powyżej, stąd to że któryś z moich kotów spadnie z balustrady jest niemal (piszę niemal bo przecież nie ma rzeczy niemożliwych, nawet na osiatkowanych tarasach) niemożliwe. Nie ograniczę ich wolności smyczą, tak samo jak nie chciałabym żeby ktoś ograniczył mnie bo jednak wiele rzeczy jest niebezpiecznych.
Specjalnie dla Was zrobiłam kilka zdjęć z typowego dnia na tarasie, choć wiem że już i tak nie wszyscy mi wybaczą że moje koty ciągle tam są.
Acha, taras ma kilka prześwitów i nie na całej szerokości jest murek, ale te miejsca przed udostępnieniem tarasu dla kotów zostały do wysokości balustrady, bo tyle mogliśmy zrobić, osiatkowane przez mojego męża.
Agnieszka7714 pisze:Haniu, ja tak na końcu, bo dopiero się odnalazłam, ale u nas Friccunio tak ciumkał Vincusia. Przeszło mu tzn zmienił ciumkanie na podgryzanie i łobuz tak wszystkich informuje, że czas na zabawę i gonitwy.
Dzięki Agnieszko :-) Chyba właśnie przechodzimy z ciumkania na kąsanie, bo Leoś ostatnio podrywa się gwałtownie kiedy mała układa się z zamiarem podłączenia do cycucha <mrgreen> Całe szczęście Jadwiśka mu to wybacza i wtula się w niego już bez podłączeń <lol>
Jestem zachwycona tym jak bardzo się ze sobą związały i postaram się bardzo zrobić kilka zdjęć z ich tulasków. Często wpadają w taki czuły nastrój wieczorem i zdjęcia wychodzą takie sobie, nie oddają klimatu. Ale postaram się bardziej :-)
Dzisiaj tylko jedno ich wspólne, nie z tych najbardziej romantycznych, wieczornych, ale bliziutkie
