Przepraszam Was wszystkich za brak wieści i zdjęć, to wszystko moja wina, bo się nie staram odpowiednio

To wszystko dlatego, że Fado zostaje, i wydaje mi się, że nikt właściwie specjalnie na jego zdjęcia nie czeka. Dziś wieczorem zrobiłam kilka, jutro może coś wybiorę i pokażę
Fado rośnie, chociaż przysparzanie kłopotów wyciągnął jeśli nie z mlekiem matki, to z butelki

Mamy spory kłopot z jednym uchem, mam nadzieję, że da się go opanować. Poza tym, to chyba najbrzydszy kociak, jaki do tej pory mi się urodził, i mówię to z pełnym przekonaniem - w domu mówią, żebym zmieniła mu imię na Yoda... Może wszystko się jakoś jeszcze wyrówna, bo na razie to prawdziwy miś uszatek, zresztą jutro sami zobaczycie. Tylko ten kolorek! Wszystko na razie wynagradza. W ogóle jest bardzo nieforemny, chude łapki, ale z wielkimi "szuflami" na końcu - gdyby reszta miała dorosnąć do tych szufli, to nie powiem, nawet te uszyska wybaczę... Głowa też nie taka, jakbym chciała, ale już na Diunie zauważyłam że głowy Borgiowych dzieci jakoś zupełnie inaczej rosną - jedyne, co mnie cieszy, to bardzo okrągły czerep. I te ogromniaste, okropne, nietoperzo-podobne uszy bardzo dziwacznie nisko, nawet Diuna tak nie miała, wiec to też dla mnie ciekawa obserwacja, jak też ten mój Fado będzie dalej rósł. Oczywiście cała moja ocena jego standardu nie ma żadnego wpływu na jego dalsze losy, i na to, że jest to najbardziej przez wszystkich rozrywany i rozpieszczany kot, jaki się w moim domu urodził.
Co jeszcze.... Fado zaczyna się bardzo ładnie bawić, niestety chwilowo ma tylko nas, bo Borgia dostała rujkę, i nie ma ochoty na zabawy, w każdym razie nie na tym poziomie
Borgia ciągle w kubraczku - w jednym miejscu mamy ciągle nie do końca zasklepioną rankę. Jutro dostaniemy dodatkową maść, a jeśli ona nie pomoże, to czeka nas coś w rodzaju plastyki - ale lekarz jest dobrej myśli, że może jednak uda się wszystko zagoić bez tego
Jutro zdjęcia, obiecuję
