Boni już po zabiegu kastracji... więcej hałasu i nerwów niż to warte
Po przyjeździe do domu większego chodzącego nieszczęścia to nie widziałam- musiałam mu trzymać dupkę i poruszać się z nim, bo ciągle się wywracał

no i te oczka biedne, takie nie jego, jakby mi kota podmienili <shock> i brak traktorka- to była rzecz niebywała, biorąc pod uwagę, że dla Bonisia mizianie się to podstawowe czynności dnia.
A następnego dnia kawaler zapomniał o wszystkim! <klaszcze>
Rano przyszedł do łóźka się poprzytulać, traktorek załączył, drzwi na ogródek mu otworzyłam i oddał się obserwacji robaczków- czyli wszystko wróciło do normy!
Dziś, 2 dni po zabiegu, to już w ogóle nie pamięta, że coś się działa- no tyle może, że dwóch śliweczek mu z tyłu brakuje... a może ich tam nigdy nie było?? <tańczy>
Także nie ma się co stresować, zabieg faktycznie nie taki straszny :-)
Relaksik przy upale
