Dziewczyny...CO JA WCZORAJ PRZEŻYŁAM...głowa mała
Mój tatuś kochany sprawił mi wczoraj "niespodzienkę"jak myślał,ale niestety to był ogromny KŁOPOT.
Kochany tato wczoraj o godzine 12 zjawił się u mnie z 5 miesięcznym kocurem brytyjskim bikolorem niebieskim z słowami" Kochanie,nie martw się -Edka już nie ma,ale nie możesz tyle płakać i ble ble ble..takie tam" jak już wcześniej pisałam , z mężem uzgodniliśmy,że przez minimum rok,dwa lata nie dobieramy żadnego kota.
Zdenerwowalam się bardzo na ojca,że nie przedyskutował tego ze mną,że nie zapytał i nie skonsulotwał i kazałam odwieźć kota do hodowli...
Problem w tym,że Pani nie chciała za bardzo go już przyjąć...i wcale się jej nie dziwię toć kot to nie zabawka...
Choć był na prawdę piękny,wiedziałam że nie mogę go wziąć,więc pomyśleliśmy,że damy go mojej babci,jest sama i przydałby się jej towarzysz...
Pojechaliśmy z mężem po całą wyprawkę typu: drapak,kuwety,jedzenie miski ,itp...
Babcia była w szoku

,ale nie protestowała...i kotek został u niej:) Choć nigdy nie była zwollenikiem kotów,zawsze była psiarą...dziś do mnie dzwoniła i mówi"Wnusiu,Niuniek(tak go nazwała) śpi razem ze mną w łóżku,mruczy do mnie,dziś kupiłam mu wołowinkę"Babcia w sumie zadowolona...więc w zasadzie nie ma tego złego,kocur na prawdę śliczny..a babcia ma przyjaciela...Ale ile nerwów się najadłam znów...
