Doszłam do wnosku, że jak będę kilka razy w miesiącu chodziła do weterynarza to zbankrutuję. Zapalenie spojówek z powodu niedrożności kanalików łzowych - siła wyższa -trzeba płacić i leczyć, ale obcinanie pazurków? Sama będę obcinać Kocince pazurki! Ja nie dam rady?! Oczywiście, że dam radę!
Dla niezorientowanych w temacie dodam, że W Warszawie koci manicure i pedicure potrafi kosztować 80 zł!
Poinstruowana przez weterynarzy jak się do tego zabrać, przystąpiłam do rzeczy. Niestety Kocinka szybko skorygowała te nauki w myśl powiedzenia, że teoria i praktyka nie zawsze chodzą ze sobą w parze.
Miauczała i tak się wyrywała, że bałam się że manicure skończy się amputacją łapki zamiast obcięciem pazurka, bo wiła się jak piskorz.
Próbowałam wszelkich sposobów np. za każdy z obciętych pazurków nagradzałam ją smaczkiem, ale nic nie pomagało. Te wzajemne "przepychanki" trwały przez dłuższy czas, aż Meg mnie podrapała i UGRYZŁA.
Muszę powiedzieć, że takie ugryzienie okazało się terapią szokową. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo będę bać się własnego kota! Zdenerwowałam się nie na żarty i doszłam do wniosku, że musze znaleźć na nią jakiś sposób.
Analogiczna sytuacja jak z Azą (miałam kiedyś psa rasy Doberman), szybko się zorientowałam, że jak go szybko nie okiełznam to mnie... zje!
Postanowiłam ignorować obecność Kocinki. Udawałam, że Kot nie istnieje, wyparował, znikł. Na początku nie robiło to na niej żadnego wrażenia, powiem więcej jakby... odetchnęła z ulgą.
Jednak po kilku godzinach ta sytuacja wyraźnie ją zaniepokoiła.
No bo jak to możliwe, że Kot wygina się, pręży i rozciąga wystawiając swój mięciutki brzuszek do pogłaskania, a pani NIC. Kot ociera się o nogi, a pani NIC. Kot wskakuje na kolana, a pani go zdecydowanym ruchem odstawia z powrotem na podłogę.
Wkrótce Kocinka nie odstępowała mnie na krok, zachodziła drogę, aby za wszelką cenę zajrzeć mi głęboko w oczy jakby chciała powiedzieć: jak to już mnie nie kochasz, to przecież niemożliwe?
A jednak, nie nawiązywałam żadnego kontaktu wzrokowego. Moja rola ograniczała się tylko do napełniania misek i zmieniania wody.
Nie myślcie sobie, że miałam z tego jakąś satysfakcję, nic z tych rzeczy. Powiem więcej wprost przeciwnie, to była większa kara dla mnie niż dla kota. A gdy już była tak duża i dla mnie i dla Meg - kot miał minę kota ze Shreka, patrzył tak miłośnie i łzawie, że serce się krajało - wyciągnęłam z szafki obcążki do obcinania pazurków.
Meg wskoczyła mi na kolana wyciągnęła prawą łapkę i odsłoniła pierwszy pazurek. Obciełam go. Meg zasłoniła pazurek i odsłoniła drugi i tak po kolei, a potem przełożyła ciężar ciała z jednej łapki na drugą i podała mi drugą łapkę. Zabieg przebiegł szybko i sprawnie i trwał jakieś 2 minuty, nie dłużej.
Muszę przyznać, że byłam wtedy pod dużym wrażeniem, jeśli chodzi o jej inteligencję. Moja miłośc do kota... podwoiła się.
Pozdrowienia dla wszystkich forumowiczów i głaski dla forumowych kotów

