Witam wszystkich serdecznie, a zwłaszcza Asię że była tak miła i wsparła mnie przy problemach z łapką. Chyba wszystko co złe tfu,tfu tfu odpukać mamy już za sobą.
Bo z łapki zrobiła się dziwna historia. Pojechałyśmy do weta, nic nie stwierdził, dał zastrzyk przeciwzapalny. Wróciłyśmy poszła spać, jak wstała to ju żnie utykała. Odetchnęłam.
Następnego dnia na wieczór kontrola i jeszcze raz zastrzyk. Wróciłyśmy, wypuszczam ją z transporterka, a jej jakby tylne nogi odmówiły posłuszeństwa. Przewracała się, plątały jej się.
Normalnie szok, pojechała przecież w dobrej kondycji. Wet powiedział że to może stres i żeby poczekać do rana. Przespała się i po 3 godzinach szalała już normalnie. Dzisiaj też ok.
Moja mama, która jest ludziowym lekarzem przypuszcza, że dostała za dużą dawkę, albo w ogóle coś o innym działaniu <strach> .
Co o tym myślicie, proszę o wsparcie

.
No i trochę Keyusi.
Do twarzy mi w tych kolorowych soczewkach...

A tu piórkowy potwór...

Jaka jestem oczytana...

Czyż nie wyglądam jak dzika śnieżna pantera ...

Tu słaba ostrość ale widać dobrze ekstremalny pysio :-)
